Hop Cycling - Nierzetelne testy, męczące trasy, przepłacone rowery, niepotrzebne gadżety.

Lampki Ugoe, czyli jak jasno to za jasno?

Ugoe NBR31-221 & Ugoe NB11-10

 – Cześć, idzie jesień, potrzebuję jakiejś lampki, co polecacie?

 – hej kolego, ja mam XXX i polecam

 – ja mam XYZ i jest OK

To klasyczny dialog internetowy na dowolnej grupie kolarskiej. Ma dokładnie taki sam sens jak odpowiedzi na pytanie: „Siemka, słyszałem że Golf z 2007 roku to fajne auto, warto?” i odpowiedzi: „warto kolego, ja mam i jest super. Najlepszy wybór”. Co prawda osoba polecająca wcześniej jeździła tylko dużym fiatem i nieważne na co by go zmieniła – będzie super, a kupujący potrzebuje pojazdu tylko po to, aby jeździć ze swoją 4-osobową rodziną na wakacje. Tak samo jak w przypadku aut, tak i w przypadku lampek nie ma czegoś takiego jak „najlepsza lampka”. Może być najbardziej uniwersalna albo najlepiej dopasowana do potrzeb. 

 

 

Jeśli ktoś mnie pyta o to, jaką lampkę polecam, odpowiadam prawie zawsze, że Convoy S2 zmodyfikowany przez kogoś kto się na tym zna. Rozsądna cenowo, nieśmiertelna, mocy więcej niż potrzebne szosowcowi, z wymiennymi bateriami.

Przyznam więc, że minę miałem dość sceptyczną, gdy dostałem maila od firmy Ugoe z ofertą sprawdzenia ich lampek. No bo co można powiedzieć o lampce: świeci? Świeci. Wyraz twarzy zmienił się diametralnie, gdy doszedłem do końca katalogu i znalazłem pięknie brzmiącą nazwę: NBR31-221 i wartości – przód: 6000 lumenów oparty na 6 diodach CREE XM-L2, tył 150lm na 3 diodach CREE XP-G. Abstrakcja, to musi być klasyczne, chińskie kłam… naginanie prawdy. Sprawdzam cenę – 1349zł. TAK, TYSIĄC TRZYSTA CZTERDZIEŚCI DZIEWIĘĆ HAŁMACZÓW. W zestawie jeszcze pilocik do sterowania i uchwyt na kask. Od razu odpisuję, że chcę to!

 

Hello majfriend, greeting from Shenzen!

 

Punkt pierwszy, gdy widzę coś, o czym wcześniej nie słyszałem: aliexpress. Szczególnie, że producentem jest firma Tobest. Czemu o tym piszę? Bo jej adres to: Building A2,COSCO Guomao Science&technology Garden, Yang Chong Road 37,SongGang Bao’An district, Shenzhen. Większość rzeczy z Shenzen da się kupić prosto ze wschodu.

Dla niepoznaki poprosiłem też o zwykłą lampkę 500-lumenową: Ugoe NB11-10 (doskonałe nazewnictwo modeli). Wyniki proste do przewidzenia, popatrzmy na polski katalog:

 

Abstrahuję od tego czym się różnią i czemu jedna jest prawie 2x droższa niż druga, mimo że na papierze to zupełnie nie ma sensu. Żeby być uczciwym, chciałbym zaznaczyć, że poniższe ceny dotyczą zakupu minimum 50 sztuk, ale dla szukającego odpowiednio długo przeszkody nie istnieją.

Do powyższych cen, przy odrobinie pecha wpadłby nam pewnie jeszcze podatek od celników. Z oczywistych powodów dodam jednak, że lepiej zamawiać sprzęt u dystrybutorów, bo…. ekhm… gwarancja, wparcie polskiego przemysłu, czas wysyłki, obsługa i takie tam ;-)

 

 

Rozpędzone ręce udały się od razu, aby zobaczyć o ile taniej da się kupić ten drugi, monstrualny zestaw: Ugoe NBR31. Owszem, udaje mi się znaleźć komplet oparty na 9 (zamiast 6) takich samych diodach, generujący podobno 3x więcej światła za 85$, ale bądźmy poważni. Pomiędzy opisami u majfriendów, a rzeczywistymi produktami różnica jest jak pomiędzy aktorkami w kinie, a na żywo… zarówno z zewnątrz, jak i wewnątrz. Niestety oryginał dostępny jest jedynie w oficjalnym sklepie na aliexpress o pięknie brzmiącej nazwie: sztobest z oznaczeniem, że około 100$. Żeby się upewnić napisałem do pana Ulises Zheng z pytaniem o szczegóły i 5 minut później miałem odpowiedź: gdy zamawia się u nich 10 kompletów, cena wynosi 110$.

 

 

Ugoe NBR11: Lampka jak lampka – świeci

 

 

W przypadku tańszej lampki, poza ceną nie ma się do czego przyczepić. Porządna, ładowana przez USB, te 500 lumenów jest chyba prawdziwe. To według mnie całkowicie minimalna wartość, aby można było komfortowo jeździć na podmiejskich drogach ciemną nocą. Ciężko napisać coś więcej o lampce, ale według mnie spokojnie mogłaby na sobie mieć logo jednej z dużych firm jak Bontrager, czy Cateye. Świeci niewiele słabiej od Mactronic Bike Pro Noise 500, której ceny zaczynają się od 250zł (nominalnie tyle samo lumenów). Kwestią indywidualną jest, czy ktoś woli ładowanie bezpośrednio z gniazdka, czy mieć wymienne baterie 18650 – każde rozwiązanie ma plusy dodatnie i ujemne (chociaż zintegrowana bateria ma według mnie więcej ujemnych). Taka po prostu dobra lampka, z przyzwoitym mocowaniem.

 

Ugoe NBR31: Lampka jak grzejniczek

Przejdźmy jednak do clue tego wpisu: zestaw do zabijania dla Jedi. Miecz świetlny to przy tym zabawka. Autentycznie – trzeba uważać, aby nie zrobić sobie krzywdy. Bo tak: tylna lampka nie ma sterowania mocą świecenia – ma 3 diody, które świecą w różnych konfiguracjach i podobno też w trybie ciągłym, ale nie znalazłem go. Wygląda to tak, że jeśli przypadkiem spojrzysz nawet w okolicę tej lampki to przez kolejne 15 minut widzisz przed oczami czarne, wypalone kropki.

 

 

Na dworze jest niestety tak samo. Według mnie ta lampka może w nocy wyrządzić więcej złego niż dobrego. Chyba, że jedziesz na pustyni, albo płyniesz po morzu… albo jedziesz w dzień. Tak, trochę czasu zajęło mi znalezienie optymalnego jej zastosowania, ale na bardzo pustych drogach, w ciągu dnia, sprawdza się doskonale. Pod warunkiem oczywiście, że jedziesz samotnie. Z drugiej strony jest pewność, że jadąc z kimś, zawsze będziemy mu siedzieć na kole, bo nikt normalny nie będzie chciał jechać za nami. Ładowana przez USB z jakimiś bajerami, że jak przestajesz nią poruszać to gaśnie po kilku minutach i potem sama się odpala.

 

 

Przód to jeszcze większy hardkor i powiem Wam, że odpalenie go w mieszkaniu kończy się prawie zawsze źle. Ta lampka robi dzień z nocy. Promień światła odbity od białej ściany wypala oczy. Lampka grzeje się tak szybko, że pierwszym testem który postanawiam wykonać to próba podpalenia nią chusteczki – nie udaje się niestety, promień światła jest pewnie minimalnie za duży. Pozostaje jednak miła świadomość, że jeśli zaczniemy kiedyś zamarzać gdzieś na odludziu lub zaczniemy tracić czucie w palcach, mamy ze dwie godziny grzałki, która przywróci nam krążenie w kilka sekund (a potem parzy). Podczas próby podpalania różnych rzeczy lampa zawiesza się tylko raz (konieczne odczepienie baterii) – wynik niezły. Aby osiągnąć temperaturę, w której nie potrafię jej utrzymać w ręce, potrzebuje około 3 minut świecenia pełną mocą.

 

 

Bateria oczywiście jest zewnętrzna. Dla mnie to dyskwalifikacja urządzenia, ale nie ma innej możliwości. Cały ten prąd przecież trzeba gdzieś pomieścić – sprawia to, że długość kabelków w moim rowerze rośnie tak na oko 5-krotnie. Akumulator 8800mah stosując trochę matematyki daje jakieś 85 watogodzin, czyli tyle co pół godziny sprawnej-rekreacyjnej jazdy rowerem. Przekłada się to na jakieś 2-2,5 godzin świecenia z maksymalną mocą i z 10 z minimalną (czyli od zachodu słońca do wschodu pod koniec października). Ładujemy ją przez zewnętrzny zasilacz.

 

Moja lampka jest mojsza niż Twojsza, bo moja jest najmojsza

 

Samo wykonanie wszystkich elementów nie budzi zastrzeżeń. Mamy do czynienia raczej z porządną restauracją azjatycką niż z „Wietnamczykiem” spod domu. Obudowy są spasowane, kable porządne, nic się nie rozkleja, niektóre rozwiązania kojarzę z innych stosunkowo porządnych produktów jak np. lampki SolarStorm. Ciężko napisać coś o trwałości po ~3 tygodniach użytkowania, ale wydaje mi się, że sprzęt trochę pożyje, nawet jeśli nie będziemy o niego zbytnio dbali.

 

 

Z dostępnych trybów mamy: super mocny, bardzo mocny, mocny i migający. Po co ktoś miałby migać – nie wiem. Najprawdopodobniejsze zastosowanie go to chyba, gdy na kanaryjskim zakręcie wylecimy przez bandę do Oceanu i prąd zniesie nas na pobliską, niezamieszkaną wyspę. Będziemy mogli mrugać do samolotów i stacji kosmicznych z prośbą o pomoc. Dużą wadą jest dla mnie to, że lampka uruchamia się zawsze w najmocniejszym trybie, a nie w ostatnio używanym. 

Jak nietrudno się domyślić, gdy pokonamy już opór przed dodaniem sobie 630 gram (którego zrzucenie w przypadku dobrej szosy często liczone jest w obrzydliwie wysokich kwotach) ilość światła, które daje nam Ugoe wystarcza na podświetlenie zarówno drogi przed nami, jak i 3 wsi, które będziemy niedługo mijać. Przy okazji zabijemy też 4 kierowców jadących z naprzeciwka. Powiem wprost: na szosie, z mojego punktu widzenia, nie sprawdza się ani przód, ani tył. Nawet ścigając się fatbike’ami w nocy okolice 1000lm są w pełni wystarczające. 

 

Czajna vs USA made in Czajna

 

 – mamo, czy ja jestem brzydki?
 – nie synku, jesteś wyjątkowy

 

Jak mawiał Skryba: to nie jest tak że ta lampka jest dobra albo niedobra. Wystarczy że jest dobrze zrobiona, a reszta to kwestia preferencji. Ta akurat jest specyficzna. Nie do końca umiem sobie wyobrazić sytuacje, w których musiałbym użyć choćby 50% jej maksymalnej mocy, ale na pewno są ludzie, którzy to docenią. Jeśli szukasz najmocniejszej lampki w „ludzkiej cenie”, spokojnie możesz się w to pakować. Tak samo z resztą jak w inne produkty tej firmy. Nie są ani lepsze, ani gorsze niż te brandowane największymi markami w okolicznym sklepie. Ja zostaję przy Convoy’u, który zarówno na szosie, jak i w przełajach jest zupełnie wystarczający.

 

About the Author:
Na co dzień pracuję w IT: restartuję serwery, klikam rzeczy i pytam czy już się samo naprawiło. Czas wolny spędzam ze znajomymi na zabawie w kolarstwo. Odwiedzamy najlepsze imprezy, pokonujemy najbardziej widowiskowe trasy, jeździmy w najcięższych wyścigach. Blog pozwala mi rozwijać pasję i opisać najlepsze z przygód, abyście nie musieli powtarzać naszych błędów. Staram się trzymać niepopularnej ostatnio zasady, że liczy się jakość nie ilość.


  • Borubar

    Ciężko to nazwać lampkami rowerowymi, to są uniwersalne latarki z uchwytem do zamocowania między innymi na rowerze aby móc sobie poświecić jadąc samemu przez las.

    Ale jako lampka rowerowa do użytku na drogach publicznych to się nie nadaje. Optyka w tych latarkach jest symetryczna, świeci dookoła równo we wszystkich kierunkach – również do góry oślepiając tych co nadjechali by z przeciwnej strony.
    Prawdziwe lampki rowerowe mają zwierciadła niesymetryczne, dające wyraźne odcięcie jak w światłach samochodowych, dzięki temu nie oślepiają i więcej światła kierowane jest na drogę.

    • Z jednej strony masz rację, z drugiej rzeczywistość wygląda nieco inaczej od tego jak powinna. Przykład Mactronica, który jest typowo rowerową lampką pokazuje, że większość urządzeń, tak czy siak, rzuca promień świetlny o zupełnie okrągłym przekroju. Z własnego doświadczenia powiem, że chyba wszystkie lampki, które miałem, świeciły w ten sposób. Oczywistym jest, że mając z przodu światełko, nie kierujemy go w linii równoległej do podłoża, co widuję nad wyraz często na naszych drogach ;-)

      • Borubar

        Okrągła wiązka skierowana w dół na tyle żeby nie oślepiać, będzie
        oświetlać tylko mały fragment drogi tuż przed kołem, w dodatku będzie to
        oświetlenie bardzo niejednorodne.
        Przy convoyu czy akurat tym mactronicu maksimum
        będzie w odległości równej zaledwie dwukrotności wysokości na jakiej się
        on znajduje, czyli montując go na kierownicy metr nad ziemią dość
        silnie oświetlać będzie punkt 2 metry przed kierownicą ale już to co
        jest 4 metry przed kierownicą pozostanie ciemne (nawet jeśli będzie tam docierało jeszcze jakieś światło to różnica między bliższym jasnym obszarem będzie na tyle duża, że wszytko dalej będzie się wydawało zupełnie ciemne).
        Dlatego większość kieruje te latarki wyżej i przy okazji oślepia innych.

        Typowo rowerowa lampka tej samej mocy oświetli dość równomiernie do 20-30m przed
        rowerem i nikogo przy okazji nie oślepi.

        Rowerową lampkę można łatwo poznać bo patrząc od przodu nie widać diody a jedynie jej odbicie w lustrze (dioda świeci w kierunku lustra).
        W sklepach internetowych poznać je można też po tym, że podają nie tylko ilość lumenów a również ilość luxów – tzn jak jasno jest na drodze.
        Takie typowo rowerowe lampki robią axa, bush&muller – ale można dostać też tańsze chińskie odpowiedniki tych lampek.
        A nawet wspomniany mactronic ma w swojej ofercie coś takiego np model citizen

  • vucalur

    Na prawdę ta tylna 150lm się nie nada na lampkę wyłącznie do jazdy w dzień?
    Cena jak za połowę Flare R, lumenów dwa razy tyle, tryb mrygający – myślałem, że będzie ok.

    Wydawało mi się, że 150lm dla lampki dziennej jest w sam raz.
    W obu: Bontager Flare R i Lezyne Strip Drive Pro brakowało mi właśnie paru lumenów więcej.

    Póki co skłaniałem się ku Bontragerowi, ale to Ugoe NB22-00 na papierze wyglądało sensownie.
    Oczywiście brak słabszego trybu i, jak się okazuje, ciągłego również, dyskfalifikuje ją jako lampkę nocną.
    Pisałem z Majfriendami czyby nie dorobili takich trybów, ale komunikacja z nimi to jest jakiś dramat.

    PS. Ten model 150lm na tył to NB22-00, ale faktycznie nazewnictwo, a raczej numerację, mają chorą i można się w tym pogubić.

    • Do jazdy tylko w dzień powinna dać rade. Trzeba ją tylko dość rozsądnie umiejscowić, żeby nie świeciła prosto w oczy kierowców. Jeśli brakowało Ci lumenów to tu je znajdziesz, chociaż nie jestem pewny czy faktycznie są potrzebne. Według mnie – fajna, jeśli planuje się jeździć rzadko uczęszczanymi drogami w ciągu dnia – nawet pijany nas nie przegapi.

      • vucalur

        A obczajałeś tę lampkę C&B Seen 500lm, jak byłeś w UK ?

        • a miałem? ;-)
          edit: o kurde, teraz zauważyłem, że to tylna: ale poszaleli!

          • vucalur

            Na privie napisałeś mi „O dzieki, sprawdze”
            Także w sumie nic zobowiązującego.

            Nie należy się podniecać tym 500lm, bo przy baterii 800mAh jest ono pewnie nieosiągalne.
            Świetnie, że akumulatorek jest wymienny, co jest chyba ewenementem wśród tylnych lampek ze wskaźnikiem poziomu baterii.
            Niestety cała lampka jest strasznie „bulky”.
            Za to logo z miśkiem wymiata ( :

          • aaa, to nie skojarzyłem. Mój błąd: sprawdzić – sprawdziłem, ale miałem na myśli tylko w internecie ;-)