Hop Cycling - Nierzetelne testy, męczące trasy, przepłacone rowery, niepotrzebne gadżety.

Mediolan – San Remo, Liguria: kolarstwo.zip

Gdybym musiał napisać interesującą relację wzbogaconą pięknymi zdjęciami z naszej trasy pomiędzy Mediolanem a San Remo, usiadłbym w kącie i zapłakał. Przynajmniej połowa z niej jest równie pasjonująca co jazda z Warszawy do Otwocka, a potem do Warki… tylko sklepów mniej i asfalt gorszy. Zaczynając jednak od początku najbardziej wymagającej organizacyjnie wycieczkę w historii naszego kolarstwa: 

 

tl;dr, czyli wersja dla niepoczytnych

  • Ryanair z Modlina do Bergamo – 50-150zł w jedną stronę
  • Z Bergamo do Medialonu co ok. 15 minut autobus za 5 euro
  • Nocleg w Mediolanie od 50-60zł (za współdzielony pokój w hostelu) wzwyż. My płacimy trochę ponad 2000zł za 2 bardzo przyzwoite apartamenty w centrum miasta o łącznej powierzchni ponad 250 metrów na 12 osób, dzięki czemu możemy w nich zaparkować 12 rowerów.
  • Z Mediolanu do San Remo przez Genuę pociąg kosztuje około 30 euro, przy podróży poniżej 4 godzin; kilka euro mniej, jeśli nie zależy nam na czasie.
  • Nocleg w przyzwoitym hotelu w centrum jednej z niewielkich miejscowości pod San Remo 60 euro za dobę w pokoju dwuosobowym (5 euro więcej za dostawkę dla 3. osoby – zgodnie z zasadą, że jeśli gdzieś mieści się x studentów, to x+1 też się zmieści).
  • Przejazd trasą klasyku Mediolan-San Remo: ocena 1/5, dla mnie – nie warto.
  • Czas potrzebny na przejechanie: jadąc typowo turystycznie trzeba liczyć do 15 godzin. Przy ambitnej grupie bez zbędnej spinki myślę, że da się to ogarnąć spokojnie poniżej 10 godzin. Dla przypomnienia: w pierwszym 286-kilometrowym M-SR w 1907r. zwycięzca potrzebował 11 godzin i 4 minut.
  • Kibicowanie na trasie wyścigu: warto, jeśli zrobi się to odpowiednio – czytaj niżej.
  • Mediolan jest jednym z najdroższych miast świata, ale San Remo jest zdecydowanie droższe. Mówiąc ładnie – jest turbo drogie.
  • Liguria na rower jest super, ale trzeba lubić improwizacje i mieć dobrą nogę.

 

Tak NIE wygląda trasa wyścigu.

Tak NIE wygląda trasa wyścigu.

 

Organizacyjny majstersztyk, czyli najdłuższe zdanie świata.

Ja mam prosze pana bardzo dobre połączenie – rano tramwajkiem do pracy, tam odbiera mnie Filip z podwózką na Modlin, skąd zabiera mnie samolocik do Bergamo, gdzie czeka na mnie Adam, który właśnie wylądował samolotem ze Szwecji, potem autobusikiem do Mediolanu i jakoś do hotelu, gdzie czekają rowery, które Piotrek zawiózł Przemowi do Jeleniej, skąd ten drugi przywiózł je busem i jedziemy nimi ze znajomymi z Wrocławia, którzy dołączają gdzieś po drodze, do San Remo, z którego pociągiem dostaniemy się do Genui, z której musi być jakieś połączenie powrotne do miejsca, z którego dostaniemy się busem na lotnisko, z którego jakoś podjedziemy na tramwaj do domu. Potem tylko tydzień czekania aż rowerek pojedzie z Przemem do Jeleniej skąd przywiezie go Piotek razem z autem, które mi było potrzebne, żeby wyjechać na święta, ale zapomniałem, że go nie mam i można się zbierać do Sobótki. Plan był o tyle skomplikowany, że na 3 dni przed wyjazdem nie mieliśmy nawet noclegu we Włoszech.

 

DCIM100GOPROG0039866.

 

Mediolan to złooooo

Mediolan jest najmniej kolarskim miastem ze wszystkich, które odwiedziłem. Do tego jest drogi, choć jak się potem okazuje, nie umywa się w tej kwestii do San Remo. Sytuacji nie ratuje nawet fakt, że ma bogatą historię związaną z rowerami i Bianchi Cafe obok rynku. Pech chce, że godzinę jazdy autobusem od niego (5 euro) znajduje się lotnisko w Bergamo – prawdopodobnie najtańsze połączenie lotnicze z Polski. Z Bergamo są oczywiście lepsze kierunki jak na przykład Bormio, leżące obok najlepszych przełęczy świata, niestety jest zima, a my zaplanowaliśmy sobie 310-kilometrową trasę na piątek: śladami pro-touru.

DCIM100GOPROG0089952.

Z miasta wyjeżdżamy tydzień. Wąskie drogi, duży ruch, włoska szkoła jazdy i światła co skrzyżowanie to nie jest to, co kolarze lubią najbardziej. Szybko uświadamiam sobie czemu wszystkie tracki znalezione w necie zaczynały się za miastem. My, jako ludzie o przerośniętych ambicjach, postanowiliśmy jednak przejechać od punktu startu, aż do kreski (której swoją drogą chyba nie znaleźliśmy). Wypakowywanie się do apartamentu zakończyliśmy koło 2. w nocy tylko po to, by o 7 pakować graty znowu do busa. Na wszystkich światłach dosypiamy więc po trochu. Organizacyjnie, ponieśliśmy porażkę. Co z tego, że mieliśmy apartamenty „super-exclusive deluxe” w centrum miasta, skoro spędziliśmy w nich kilka godzin. Nawet czerwcowe Gran Fondo Milan-San Remo nie startuje z centrum miasta.

 

Droga z Mediolanu to też złooooo

DCIM100GOPROG0109990.

Po wyjeździe z miasta jest już tylko gorzej. Przez 100 kilometrów jedziemy trasą, która równie dobrze mogłaby prowadzić do Otwocka, Częstochowy lub gdziekolwiek indziej. Spory ruch, wątpliwej jakości asfalt, klasyczna, główna, podmiejska droga. Nie dzieje się nic. Myślę głownie o tym, że wiatr wieje w twarz i ekstrapoluję te 3 godziny szumu na kilkanaście godzin, które tego dnia spędzimy w siodle. Będzie upierdliwie.

 

Czasem robi się ciekawiej… na chwilę

DCIM101GOPROG0170070.

Relacje telewizyjne nigdy nie pokazują początkowych kilometrów wyścigu. Patrząc na pierwsze godziny jazdy zupełnie się temu nie dziwię. Okazuje się jednak, że nasz track prowadzi przez środek niewielkich, włoskich miasteczek. Różowe strzałki rozstawione na wszystkich skrzyżowaniach utwierdzają nas w przekonaniu, że jedziemy dobrą drogą. Gdyby nie one i owinięte od czasu do czasu matą do jogi znaki drogowe, nigdy bym nie zgadł, że następnego dnia przejedzie tędy jeden z najbardziej znanych wiosennych klasyków. Nie tak wyobrażam sobie miejsca, przez które 200-osobowy peleton przelatuję z prędkościami zdecydowanie przekraczającymi 40km/h.

 

Droga zaczyna się gdzieś w połowie trasy.

DCIM101GOPROG0240223.

Dopiero koło 150. kilometra zaczyna się robić trochę lepiej. Okolica staje się zielona, pojawiają się pierwsze wzniesienia – to oznacza, że zbliżamy się do Genui. Pięknego miasta, które każdemu polecam odwiedzić. Pech chce, że zawodowy peleton dzień później musi ominąć kawałek tej drogi. Osuwisko skalne rani kilku kierowców. Sklepów jak nie było tak nie ma, na szczęście liczba aut drastycznie się zmniejsza. To logiczne, nie wiem dokąd mieli by nią jechać. Tu drobna porada: w większości sklepów ciężko kupić kanapkę, jeśli jednak poprosimy sprzedawcę to na pewno zrobi nam doskonałe panini z włoską szynką.

 

DCIM101GOPROG0380759.

Potem jest już spoko, prawie tak jako powinno być cały czas. Jedziemy wybrzeżem, ruch niewielki, pobocza nie ma, ale widok powolnie zachodzącego słońca to rekompensuje. Mamy szansę dość uważnie przyjrzeć się temu zjawisku, bo wzdłuż morza jedziemy od około 16 do 21. Po drodze mijamy miejscowości turystyczne, przez które na pewno fajnie się jedzie, jeśli wybieramy się do miejscowej kawiarni na ciastko, jednak przejeżdżając przez 20. z kolei światła i pasy dla pieszych stają się uciążliwe. Korki omijamy jadąc pod prąd, bo inaczej się nie da.
Na wybrzeżu jest pagórkowato. Kilka wzniesień, potem całkiem ciężka Cipressa, którą męczymy ze smutkiem jadąc w okolicach 9km/h przez jakieś pół godziny. Poggio jest super, bo podczas pojazdu towarzyszy nam świadomość, że zjedziemy z niego prosto do mety.

 

Czy warto było jechać tak?

Wśród 6 osób, które przejechały trasę, pozostało 6 opinii na temat tego czy warto. Naszą wymianę zdań na ten temat przesłuchać możecie w jednym z najnowszych podcasów na profilu SZOSY. Dodatkowo felieton Wojtka poświęcony temu wyczynowi znajdziecie w majowym numerze. Według mnie: nie. Może gdyby jechać w święto, gdy nie ma ruchu na drogach lub w czerwcu, wraz z setkami/tysiącami innych kolarzy podczas oficjalnego Gran Fondo. Mi przez te kilkanaście godzin towarzyszyła myśl, że wzdłuż naszej głównej drogi wiją się mniejsze, gdzieś po pagórkach: puste, kręte, nieodkryte. Zamiast tłuc się po dziurach pomiędzy ciężarówkami, można zwiedzać lokalne wioski o górskie zakamarki pędząc serpentynami. Tak też zapamiętałem Ligurię po zeszłorocznej wizycie tutaj i w pozostałe 3 dni starałem się odtworzyć te wspomnienia. 


DCIM102GOPROG0491302.

A tradycją jest, że dzień po długiej trasie to noga jak nigdy. Pierwszy podjazd na jaki trafiamy ma godzinę i ponad tysiąc metrów przewyższenia. Szybko okazuje się, że to standard w tych okolicach. 

 

Wyścig to dobro, ale trzeba umieć

Sobota to także dzień, w którym naszą trasę powtarzają prosi. Kibicujemy na kluczowym podjeździe wyścigu – Poggio. Jeśli ktoś chce „iść pokibicować” to nie jest to dobry pomysł. Na kilka godzin przed przejazdem kolumny komunikacja publiczna jest wyłączana. Pokonujemy kilkanaście kilometrów z buta na miejsce. Potem tylko godzina czekania, kolarze przelatują w minutę i można wracać. Dopiero na zdjęciu zauważam, że pierwszą osobą, która nas mija jako niewielka ucieczka jest Kwiatkowski. Nie tak się to robi. Biorąc przykład z Włochów, którzy doświadczenie w dopingowaniu mają jak nikt inny, należało podjechać w to miejsce rowerem. Najlepiej sporo wcześniej, ze stolikiem, kanapkami i telewizorkiem. Wtedy to ma sens, człowiek zdąży wczuć się w atmosferę.

DCIM103GOPROG0892297.

Wracając jednak do samej Ligurii: jest bardzo ładnie, ale wymagająco. Poza “kawiarnianą”, kolarską ścieżką wzdłuż wybrzeża, idealną jako miejsce spotkań przed lub po przejażdżce okolica jest ciężka. Podjazdy trzymają stałe, przyjemne nachylenie, jednak większość z nich to godzina wspinania.

DCIM103GOPROG1002661.

O tej porze roku jest to problematyczne o tyle, że powyżej 1000-1200m.n.p.m. leży śnieg (przypominam, że większość tras zaczyna się z poziomu morza). Bywa go na tyle dużo, że czasem trzeba zawrócić. Temperaturowo przypomina się Teneryfa, na której przemarznięci kończyliśmy zjazdy przy plaże wśród opalających się turystów.

 

DCIM103GOPROG0711996.

Krajobrazowo oceniłbym to na „umiarkowane wow”. Górki są, ale większość zasłaniają drzewa. Od czasu do czasu trafia się niezły widok na nadmorską miejscowość lub kamienną wioskę gdzieś pośrodku niczego, która wygląda jak opuszczona. Najlepsze drogi to te, które ciężko znaleźć na mapie. Nikt normalny nie planuje tras na takim poziomie przybliżenia, dlatego czasem warto dać ponieść się fantazji i skręcić trochę spontanicznie.

DCIM104GOPROG1163653.

To właśnie te miejsca tworzą prawdziwy, włoski klimat. Bo to nie morze i nie krajobrazy robią największe wrażenie, a zabudowa i atmosfera. Bardziej od panoram, zapamiętamy właśnie te miasteczka. Mając odpowiedni zapas czasowy warto przystanąć w nich na klasycznego coffee-breaka. Nam nie pozwala na to długość dnia. 100km to zazwyczaj minimum 5 godzin jazdy brutto. 

DCIM103GOPROG1032792.

 

GoPro to złoooo (czasem)

Liguria to jedno z pierwszych miejsc, w których moje GoPro na patyku nie do końca się sprawdziło. Tym razem robotę robiły niewielkie obiekty umiejscowione gdzieś na horyzoncie. Żeby je uchwycić wypadałoby mieć aparat, którego po przejechaniu 310 kilometrów z wypchanymi kieszonkami wyjątkowo nie chciało mi się dźwigać. Dlatego też, że stare, kamienne miasteczka górujące ponad wszystkim dookoła, robią niesamowite wrażenie, musicie uwierzyć na słowo.

 

DCIM105GOPROG1254095.

 

Zdjęcia na fejsiku:

 

W piątek

pokonaliśmy 310km odcinek pomiędzy Mediolanem, a San Remo. W weekend dorzuciliśmy kilka kilometrów w pionie….

Posted by Hop Cycling on Wednesday, March 23, 2016

About the Author:
Na co dzień pracuję w IT: restartuję serwery, klikam rzeczy i pytam czy już się samo naprawiło. Czas wolny spędzam ze znajomymi na zabawie w kolarstwo. Odwiedzamy najlepsze imprezy, pokonujemy najbardziej widowiskowe trasy, jeździmy w najcięższych wyścigach. Blog pozwala mi rozwijać pasję i opisać najlepsze z przygód, abyście nie musieli powtarzać naszych błędów. Staram się trzymać niepopularnej ostatnio zasady, że liczy się jakość nie ilość.