Hop Cycling - Nierzetelne testy, męczące trasy, przepłacone rowery, niepotrzebne gadżety.

Kolarzu, nie bądź trzepakiem – ubezpiecz się! Kolarskie ubezpieczenia.

Mam dla Was złe wiadomości. Nie ma czegoś takiego jak najlepsze ubezpieczenie, tak samo nie ma czegoś takiego jak najlepszy rower. Inne potrzeby ma ojciec rodziny ścigający się w mastersach, a inne student, który ściga się na Mazovii. Dlatego nie mogę podać Wam produktu idealnego. Mogę jednak pomóc w podjęciu decyzji oraz udzielić kilku wskazówek czego szukać i gdzie. Dzięki temu rozmowa z ubezpieczycielem przebiegnie łatwiej. Szczególnie, że wiele osób ma ubezpieczenia, o których nie wie, lub do których może taniej dokupić to, o czym piszę (np. w przypadku ubezpieczenia mieszkania). Skupimy się więc tylko na aspekcie rowerowym.

Druga zła wiadomość: statystycznie na zakupie ubezpieczenia będziecie stratni i tego Wam życzę. Firmy ubezpieczeniowe muszą zarabiać.

Trzecia – nie wierzcie internetowi. Zaufajcie ludziom, którzy się na tym znają. Nie bez powodu nie robię tu porównania ofert, a jedynie wskazówki – dobre ubezpieczenie sprzeda wam dobry agent.

Czwarta – naprawdę ciężko znaleźć osobę, która sprzeda nam odpowiednie ubezpieczenie. Agent słysząc, że mówimy o rowerze, automatycznie wybierze nam ofertę stricte rowerową, a te nie wypadają najlepiej.

 

Z ubezpieczeniem jest jak z kopią zapasową – nikt ich nie potrzebuje…. do momentu, gdy okazuje się, że jednak były potrzebne.

~Maćko Koelo

 

DCIM107GOPROG0063356.

 

Czy muszę się ubezpieczać?

Musisz – przynajmniej OC. Koniec tematu.

Zawsze powtarzam, że jeżdżąc na rowerze prędzej czy później będziesz leżał na asfalcie. Nie zawsze z winy innych. Czasem jedzie się zmęczonym, czasem zamyślonym, czasem zupełnie przypadkiem zahaczy się o innego kolarza. Jak w tym „dowcipie”, który właśnie w tym momencie wymyśliłem:

 

– czym się różnie kolarz przed testem FTP od tego po teście?
– tym, że ten przed

testem widzi gdzie jedzie

 

Dlaczego i co ubezpieczyć?

Większość osób tłumaczących czemu trzeba mieć OC używa przykładu urwanego lusterka w drogim mercedesie. Zdarza się. Można wtedy uciekać z miejsca zdarzenia i wmawiać sobie, że skoro kogoś stać na takie auto, to stać go też na naprawę. Można też zatrzymać się, przeprosić, podać swój numer polisy i 10 minut później udać się do domu. Ale ten przykład jest według mnie szkodliwy. W OC nie chodzi o urwane lusterko. Naprawa za tysiąc złotych, trzy tysiące albo nawet osiem jest bolesna, ale przez chwilę. Większość z nas prędzej czy później poradzi sobie z takim obciążeniem. 

 

13242041_10153414692375683_1590393378_o

 

…a gdyby tu było przedszkole?

OC nie jest po to, żeby naprawiać porysowane zderzaki… no dobra, do tego też się przydaje, ale nie to jest jego głównym celem. Wyobraźmy sobie sytuację, że robimy na drodze coś głupiego – zdarza się. Kierowca żeby uniknąć potrącenia nas trafia w inne auto. Straty na 23 000. Ciężko, ale może jakoś to przeżyjemy. Okazuje się jednak, że jeden z kierowców nie zdążył przez nas na samolot. Nie podpisał ważnej umowy. Drugi złamał rękę – jest tenisistą. Sytuacje mało prawdopodobne ale pamiętajmy, że jak ktoś przez nas nie chodzi do pracy to trzeba mu będzie te straty pokryć. Jeśli leży w szpitalu to też ktoś za to musi płacić. W sumie płaci się za wszystko – wtedy okazuje się, że najpopularniejsze ubezpieczenia na 10.000 czy 20.000 nie mają żadnego sensu. Według mnie minimalną, sensowną kwotą ubezpieczenia OC jest STO TYSIĘCY. Sam wybrałem 500.000, jak szaleć to szaleć. W ubezpieczeniu chodzi o to, żeby mieć spokój. A teraz spójrzmy na wycinek z gazety o ubezpieczeniach rowerowych – GDZIE SENS?!

 

13254356_1007077392709074_2768511932362122913_n (1)

 

Tu pojawia się pewien pomysł: wcale nie potrzebujemy ubezpieczenia kolarskiego, można kupić normalne OC. Rezygnujemy z dodatków, które dochodzą w pakietach rowerowych jak np. „holowanie” do domu w przypadku awarii i niepotrzebnie podwyższają cenę.

OC w życiu rozwiązuje wszystkie nasze problemy – w praktycznie każdej sytuacji rowerowej, ale nie tylko. Potrącimy kolegę na treningu rowerowym? Nasz pies kogoś zje? Doniczka Ci spadnie z okna i kogoś zabije? No problem – wszystkie te sytuacje pokrywa nasza polisa.

 

DCIM106GOPROG0062169.

Czy na pewno wszystkie? Tu pojawia się pytanie, na które odpowiedzi nie zna prawie nikt. Owszem, wszystkie podstawowe zarówno z ludźmi, autami jak i innymi kolarzami są ogarnięte, ale jak wygląda sprawa zawodów? Otóż wyłączone jest (za PZU):

 

wyczynowe uprawianie sportu – forma aktywności fizycznej polegająca na uprawianiu dyscyplin sportu w celu uzyskania w drodze rywalizacji maksymalnych wyników sportowych przez osoby będące członkami klubów, związków lub organizacji sportowych

i nikt mi nie chce powiedzieć wprost, czy jak jadę na zawody to uprawiam wyczynowo sport. Bo czy jak na liście startowej wpiszę, że stanowimy z dziewczyną dwuosobowy klub kolarski „Hop Cycling” to faktycznie jeździmy już w klubie albo związku? Na to pytanie nie odpowiem ani ja, ani pani na infolinii, ani człowiek sprzedający polisę. Może po prostu trzeba zapisywać się bez klubu? A może zacząć głośno mówić, że to organizator powinien zapewniać takie świadczenia (oczywiście przy wyższym wpisowym)? Zawsze jednak można dokupić rozszerzenie, nawet na jeden dzień – warto dopytać.

 

13230776_10153414692630683_2045992468_o

 

NNW, czy to komuś potrzebne?

Mi nie. NNW to pieniądze, które w przeciwieństwie do OC są dla nas…. i znowu: niskie NNW nie ma według mnie żadnego sensu. Jak brać to szaleć. Wypłacane jest ono zazwyczaj procentowo, czyli np. złamanie to pewnie max kilka procent (TU przykładowa tabela PZU, słabo mi się robi od samego czytania). Jeśli jesteśmy ubezpieczeni na 10 000 to kilka procent to paręset złotych. Ważniejsze według mnie jest jednak świadczenie za pobyt w szpitalu i niezdolność do pracy, szczególnie w dobie wszędobylskiej formy samozatrudnienia. Bo o ile jesteśmy zatrudnieni na umowę o pracę to w czasie, gdy leżymy przez długi czas połamani tak czy siak dostajemy znaczną część naszej pensji, w innych przypadkach jest jednak źle. Nie dość, że nie możemy zarabiać to jeszcze musimy płacić za leczenie. Nie chcę być jednak agentem ubezpieczeniowym i odchodzić od tematu dlatego pozostawię to Wam do przemyślenia. Ze swojej strony powiem, że dokupuję jedynie polisę KL, czyli Koszty Leczenia na każdy z zagranicznych wyjazdów (np. tydzień we Włoszech to koszt około 25zł, a nie muszę się martwić co zwróci mi NFZ).

Pamiętajmy też, że NNW można wykupić na jeden lub kilka dni. Jeśli planujemy jechać w stylu #YOLO to może warto?

 

13242206_10153414944350683_1332354491_o

 

A Co zrobić jeśli wjadę w drzewo

Ubezpieczenie roweru (AC) jest grząskim tematem ze względu na kwoty i ilości wykluczeń. Ja się nie zdecydowałem. Większość firm, za maksymalną wartość sprzętu uznaje kwotę od 1000 do 5000zł i więcej nie dostaniemy choćby się waliło i paliło. Dodatkowo, ubezpieczenia nie działają w najbardziej pożądanych sytuacjach, czyli gdy ktoś nam buchnie rower pod sklepem, gdy napełniamy bidon. Nawet jeśli zapięty był na 15 zamków. Musi to zrobić za pomocą rozboju. Jeśli boisz się kradzieży z domu to sprawdź ubezpieczenie swojego mieszkania, bo prawdopodobnie ono pokrywa już ten problem (ruchomość domowa). Znam osoby, którym udało się uzyskać odszkodowanie z tytuły AC po tym jak zniszczyły sobie same rower podczas jazdy (koło konkretnie). Limity kwot ubezpieczeniowych w stosunku do dodatkowych kosztów, które ponosimy (ok 400zł rocznie) sprawiają, że sens takiego zakupu jest wątpliwy.

 

DSC_1366 (1)

 

Jak się ubezpieczyć?

1. Wybieramy ubezpieczyciela

Którą wybierzemy tak naprawdę nie ma znaczenia, ceny i sumy są wszędzie podobne. Mógłbym napisać porównanie ofert, ale zanim skończę pisać ten tekst promocje i warunki się zmienią i będzie to nieaktualne dlatego możliwości są dwie:

  • wybieramy firmę, którą najbardziej lubimy / w której pracuje nasz znajomy / której ufamy / która wspiera kolarstwo / whatever i kontaktujemy się z agentem (namiary zawsze na stronie internetowej)
  • wybieramy brokera i ufamy mu, że wybierze dla nas najlepsze rozwiązanie wśród wielu firm

DCIM105GOPROG0061429.

 

2. Kontaktujemy się

To najtrudniejszy punkt, bo wymaga podjęcia akcji. Robimy tak:

  • wchodzimy na stronę internetową dowolnej ubezpieczalni i znajdujemy formularz z prośbą o kontakt o wybranej godzinie. Nie da się niestety kupić OC używając standardowych formularzy lub infolinii – tak czy siak czeka nas kontakt z konkretnym agentem lub w placówce.
  • mijamy w drodze do pracy jakąś ubezpieczalnię i do niej wchodzimy
  • moja ulubiona, bo wersja dla leniwych: dzwonimy do znajomego. Jeśli nie macie znajomego to możecie skorzystać z mojego (reklama, za którą nic nie dostaję, ale mogę szczerze polecić, bo też jeździ na rowerze, więc wie o co chodzi):

 

Pani Sabina: +48 508 092 969 i mówicie, że jesteście z Hop Cycling i chcecie się ubezpieczyć – będzie wiedziała o co chodzi. 

Uwaga: agenci zarabiają na nas pieniądze. W przeciwieństwie do sprzedawców w sklepie, mają sporo prowizji, więc po pierwsze zależy im, aby nam coś sprzedać i będą mili i pomocni, a z drugiej strony będą chcieli nam sprzedać jak najwięcej i nie zawsze najlepiej. To oni są dla nas, nie my dla nich, więc nie bójcie się pytać.

 

DSC01260

 

3. Kupujemy

Jeśli umówiliśmy się fizycznie i albo przyjechał do nas ubezpieczyciel albo siedziemy u niego w biurze to sprawa jest prosta i 10 minut później wychodzimy z podpisaną umową. Jeśli jesteśmy leniwi (a na pewno jesteśmy) i załatwiamy wszystko telefonicznie/mailowo, tak jak ja z Panią Sabiną to dostajemy wszystko pocztą. To znaczy tak:

  1. Ustalamy jakie ubezpiecznie będzie najlepsze – my mówimy, ona proponuje.
  2. Potwierdzamy mailowo
  3. Dostajemy pocztą umową, którą podpisujemy, wsadzamy z powrotem do koperty, która przyszła razem

    z nią i wrzucamy do najbliższej skrzynki 

  4. Robimy przelew.

Cały proces trwa jakieś: 5-10 minut na omówienie szczegółów, 5-10 minut na przeczytanie OWU (bo przecież czytamy umowy), 5-10 minut na podpisanie i odesłanie. Jeśli jesteśmy bardzo oporni wyjdzie z tego pół godziny rozbite na jakieś 2-3 dni i mamy spokój na rok albo dłużej. Proste.

 

DSC01257

 

Ile to kosztuje?

Ciężko powiedzieć. Kombinacji jest nieskończona liczba, bo polisy możemy kupować osobno, jako dodatki do już istniejących ubezpieczeń, grupowo, w pakietach itp.

Czasem warto zapytać czy występuje ubezpieczenie „dla osoby bliskiej”, które może jej obniżać kwotę nawet o połowę. Osobą bliską może być nawet osoba, z którą mieszkamy ale nic nas z nią formalnie nie łączy.

Mogę jednak podać przykładowe kwoty, które pokażą rząd wielkości (rocznie):

OC w życiu prywatnym:

  • do 200.000 to  54zł
  • do 500.000 to 90zł
  • do 200.000.000 to 219zł.

NNW:

  • 1% uszczerbku to 150zł, powyżej 7% zaczyna się 500zł – 15zł miesięcznie, dodatek 50zł za dzień w szpitalu/L4 to kolejne 14zł.
  • za 900zł za każdy procent, 70zł za dzień w szpitalu i 50zł za dzień L4 to 60zł miesięcznie.

Koszty Leczenia na 20.000 euro na tygodniowy wyjazd do Włoch to niecałe 30zł.

AC występuje prawie zawsze w pakietach. Zazwyczaj trzeba liczyć dodatkowe 400-800zł rocznie.

 

DCIM105GOPROG0061464.

 

Podsumowanie

Zadzwoń do Pani Sabiny (+48 508 092 969), podejdź do dowolnej firmy, która ubezpiecza, lub zadzwoń do jakiegoś poleconego agenta. Jeśli nie wiesz czego chcesz to kup sobie przynajmniej „OC W ŻYCIU PRYWATNYM” na minimum kilkadziesiąt tysięcy. Za roczne ubezpieczenie zapłacisz tyle co za średnią oponę, a w zamian, będziesz chodził, jeździł i spał spokojnie. Zrób to dla siebie i dla wszystkich dookoła. Dzięki!

 

Jeśli masz jakieś pytania, rady, sugestie, pomysły, zajmujesz się kolarskimi ubezpieczeniami – zapraszam pod wpis na fejsbuku:

 

About the Author:
Na co dzień pracuję w IT: restartuję serwery, klikam rzeczy i pytam czy już się samo naprawiło. Czas wolny spędzam ze znajomymi na zabawie w kolarstwo. Odwiedzamy najlepsze imprezy, pokonujemy najbardziej widowiskowe trasy, jeździmy w najcięższych wyścigach. Blog pozwala mi rozwijać pasję i opisać najlepsze z przygód, abyście nie musieli powtarzać naszych błędów. Staram się trzymać niepopularnej ostatnio zasady, że liczy się jakość nie ilość.