Hop Cycling - Nierzetelne testy, męczące trasy, przepłacone rowery, niepotrzebne gadżety.

Kolarski rok 2015: Zrobiłem wszystko

„Cześć, jestem Maciek. W 2015 zrobiłem następujące ilości kilometrów: w poziomie – 1….. booooring!”

Gdy na rozmowie rekrutacyjnej uprzejma pani z HR pyta mnie co chciałbym robić lub gdzie widzę się za 3 lata odpowiadam, że nie wiem. Jak to się stało, że rok 2015 był najlepszym kolarsko rokiem w moim życiu? Przypadek. Jak go powtórzyć? Nie wiem. Robiłem co lubiłem, a reszta potoczyła się sama. Współpraca z magazynem SZOSA, blog i fanpage na fejsie nauczyły mnie, że jeśli robi się coś dobrze, to prędzej czy później ktoś to zauważy. Podstawą jest jednak wrzucanie materiału, który może zainteresować odbiorcę. Nie postuję więc swoich codziennych tras, nie piszę, że jest mi ciężko i nie mogę się zebrać do interwałów, a wrzucając zdjęcie krajobrazu z krótkim opisem trasy, moja głowa nie zajmuje 30% miejsca. Staram się umieszczać rzeczy, które sam chciałbym widzieć u innych – wątpie, aby kogokolwiek interesowało moje codzinne śniadanie, głowa lub 4. w tygodniu wypad na tę samą drogę.

Dzięki ludziom, których poznałem na niedzielnych rundach przygoda rozkręciła się sama, a dalej poszło już lawinowo. Wystarczy, że jedna nowopoznana osoba zaproponuje jedną rzecz i cały rok zapełniony. A propozycje bywają przecież epickie lub nawet legendarne. Nie dam rady wypisać wszystkich świetnych przygód z 2015r. Każda z nich zasługuje na oddzielny wpis albo kilka, ale pewien wycinek poniżej powinien dać jako taki obraz tego co się działo.

 26316-9377-13767

Po co to piszę? 2015 to rok pracy w wielkiej korporacji mieszczącej się w Mordorze, na pełen etat, na prawdopodobnie najgorszym kolarsko miejscu w Polsce – „płaskowyżu mazowieckim”. Na początku grudnia 2015 roku w dalszym ciągu miałem 25 zaległych dni urlopu, mimo tych wszystkich rzeczy, o których piszę poniżej. Jak? Nadgodziny, weekendy, zdalna praca na wyjazdach, w aucie, w łóżku, w kawiarniach, wszędzie.  Da się! Wystarczy chcieć. Robisz coś fajnego? Masz coś fajnego do zaproponowaniu kolarskiej firmie? Pisz, po to są działy marketingu, po to są budżety. Musisz mieć tylko coś do zaoferowania – wszyscy na tym wyjdziecie na plus. Świetna trasa po górach, relacja z nietypowego wyścigu, czy nawet obiektywne i ciekawe testy to znacznie lepszy otwieracz rozmowy niż bardzo dobre wyniki sportowe. Trzeba umieć się sprzedać w sposób ciekawy. Wynik bez sprzedania się daje niewiele, sprzedanie bez wyniku już tak. Oczywiście nie każdy musi tego chcieć, priorytety są różne.
Czym był rok 2015?

 

To sporo wyścigów w Polsce i Europie, dużych jak pod Stelvio i małych jak w Górze Kalwarii.

DCIM105GOPROG0169707.DCIM105GOPROG0061386.DCIM103GOPROG0064474.DCIM102GOPROG0754835.

Cyklo Gdynia, Tatra Road Race, Jarna Klasika, przełaje i masa innych, które mój mózg na bieżąco usuwa z pamięci, abym mógł bezstresowo zapisywać się na kolejne. Ściganie pod domem jest fajne, ale jestem gotowy zamienić 10 wyścigów z kategorii ŻTC w zamian za jedno zagraniczne Gran Fondo po wielkich górach. Tysiące ludzi, ogromne bufety, doskonała organizacja, kraje w których wyścig kolarski jest świętem robią to po prostu dobrze. Wyścig to nie tylko spalara żeby objechać kolegów (choć to też jest przyjemne, ale wbrew opinii internetu, bycie objechanym przez kumpla też jest fajne i co ważniejsze – motywujące). To cały proces: wycieczka, jedzenie – dużo jedzenia, łażenie bez sensu, żeby się nie zmęczyć…. Kto jeździ na wyścigi, mimo że szanse na zwycięstwo żadne, wie o czym piszę.

 

To przejażdżki i zbijanie piątek z mistrzami świata, zwycięzcami Wielkich Tourów, legendami kolarstwa.

28118-26745-2957611713679_415515318632586_7382129114148482569_oDCIM101GOPROG0176788.DCIM101GOPROG0404093.18107-32249-2070915467-623-7662

Jeżdżenie z Quintaną, Majką, Kwiatkowskim, Seanem Kelly, Stephenem Roche i niezliczoną liczbą innych osób to zawsze duże przeżycie. O każdym z tych spotkań mógłby spokojnie powstać osobny post, gdyż przy wspólnych posiłkach poznać można całkiem sporo ciekawostek, których nie znajdziemy w internecie. Także te z „ciemniejszej” strony kolarstwa.

 

To Tour de France widziane z helikoptera i auta serwisowego.

DCIM100GOPROG0242906.
14207-4287-1130725668-31513-19853DCIM100GOPROG0263333.DCIM100GOPROG0182739.DCIM101GOPROG0283431.31311-11478-986

Abstrakcja, naprawdę. Gdyby istniała ankieta z pytaniem o okołorowerowe marzenie obstawiam, że 86% odpowiedzi wskazywałaby na zobaczenie Wielkiego Touru – najlepiej Tour de Frace, przecież nie ma większego – 12 milionów kibiców na miejscu. Gdzieś na trasie, ze stolikiem pełnym lokalnego wina i serów zobaczyć jak kolumna rozpędzonych kolarzy mija jedną z małych francuskich wiosek: checked. Z akredytacją ze strefy VIP, na starcie i mecie, ze strefy all-inclusive dla dziennikarzy: checked. Z helikotera lecącego nad peletonem i z samochodu technicznego, podpisanego swoim nazwiskiem, przepychającego się między tysiącami kibiców: checked. Jadąc na wyciągnięcie kilku rąk za uciekającym Rafałem Majką, a następnie obserwując jak wpada jako zwycięzca na metę: checked. Nie ma lepszego scenariusza.

 

To Giro widziane z perspektywy zawodników Lampre.

DCIM102GOPROG0569242.
DCIM102GOPROG0589282.7496-2673-2817220316-2739-798210589-2667-10259

Odwiedziny w miasteczku zawodów, analizy przed i po, złapanie korka od szampana strzelającego na pudle, słit focia z Michaelem Matthewsem schodzącym z podium w białej koszulce lidera, to rzeczy które polecam każdemu. Do tego obserwacje jak GCN nagrywa swoje nowe odcinki, rozmowy z zawodnikami Lampre o nadchodzących etapach i najlżejszy seryjny rower świata. 

 

To wiele „mniejszych” wyścigów z akredytacją jak Route du Sud.

DCIM100GOPROG0086355.

 
Kibicowanie kolarzom to specyficzne hobby. Godziny organizacji, przy dobrych wiatrach kilka minut obserwacji kolarzy, czasem jakiś zagubiony bidon. Zajęcie dla najwytrwalszych. Perspektywa trochę się zmienia, gdy przed startem i po nim możesz porozmawiać z zawodnikami. 

 

To testy rowerów i sprzętu rozsiane po Europie.

DCIM101GOPROG0206886.

Jeżdżenie na najnowszych osiągnięciach technologii jest spoko. Szczególnie jeśli robi się to w ciekawych miejscach i hotelach, na które raczej nigdy sam bym się nie zdecydował, bo zamiast jednej nocy w nich, wolałbym przeżyć tydzień na Kanarach. Takich z polem golfowym, posiłkami wielkości kciuka i kamiennym sufitem wiszącym ze 4 metry nad łóżkiem wielkości mojego małego pokoju w Warszawie. Do tego, jeśli rower pachnie jeszcze nowością, a zaprezentowany mediom został godzinę wcześniej, jest super, niezależnie od tego czy obok nas jedzie Nairo Quintana. Ale jeśli akurat po raz kolejny wyprzedza nas na zjeździe prowadząc jedną ręką, bo drugą akurat się przebiera albo bawi telefonem, radość jest podwójna.

 

To tripy pod najbardziej epickie góry na Teneryfie/Austii/Włoszech/Hiszpanii/Fran­cji/Czechach/Słowacji.

DCIM101GOPROG0584228.DCIM100GOPROG0154983.DCIM100GOPROG0087656.

Teide, Stelvio, Mortirolo, Gavia, Lizbona, Jesioniki, Tyrol, Tatry, Beskidy, hiszpańskie pustkowia, francuskie Alpy, Lazurowe Wybrzeże, Pomorze, Mazury, Świętokrzyskie, Bawaria, Podlasie, Kaszuby, Śląsk, Karkonosze, jezioro Como, okolice Mediolanu i Bergamo, Słowacki Raj, Pieniny, Wielkopolska…. Niektóry z tych miejsc wielokrotnie, inne przez kilka do kilkunastu dni. Zmniejszyło to ilość kilometrów, które pokonuję w ciągu roku na dwóch kołach, ale liczy się jakość i wspomnienia! Choć 1500km i prawie 30km w pionie w grudniu to wynik, którego się nie spodziewałem. Mimo to:

To życiówka na półmaratonie w Lizbonie, dyszce w Warszawie i wygrana niedzielna Babka.

DCIM102GOPROGOPR4805.

Marność, wszystko marność. Czymże są te wszystkie punkty porównując je do pierwszego, wygranego niedzielnego Ronda na rundzie Nasielsk. W życiu liczą się tylko waty na kilogram i Rondo. Zawsze chciałem coś wygrać i akurat w sezonie który powinien być najsłabszy poprawiłem wszystkie swoje wyniki i ogoliłem finish z 5-osobowej ucieczki. Złamane magiczne granice 1:30 w półmaratonie i 40 minut na 10km to wyniki może niezbyt wyśrubowane, ale czekałem na nie dość długo. Sezon zaliczony, życie spełnione.

 

To dziesiątki wycieczek rowerowych po całej Polsce i okolicach.

16302-27641-13680DCIM101GOPROG0150188.DCIM100GOPROG0062803.7900-8969-21287DCIM100GOPROG0058914.

Średnio co dwa tygodnie pytam publicznie czy ktoś pisze się na weekendową lub trochę dłuższą przygodę. Planowałem nawet odpalić weekendowe tripy dla ludzi zajętych pracą. Do auta mieści mi się 9 osób – póki co, nie udało się. Grupa jest zawsze ta sama – mała, ale najlepsza. Przygody zawsze niezapomniane, a wspomnienia pozostają na długie tygodnie.

Szukając w grudniu chętnych na tygodniowy wyjazd na Teneryfę za jakieś 1200zł, chętnych zgłosiło się do naszego gotowego już składu ze czterdziestu. Pytali, tłumaczyli się, umawiali, znowu pytali – nie pojechał nikt z nich. 

 

To nowe sporty, szczególnie te zimowe.

DCIM101GOPROG0221741.DCIM100GOPROG0232549.DCIM100GOPROG0211680.DCIM101GOPROG0453253.

Szanuję wpisy rowerowych kolegów, którzy na swoich profilach odkrywają z zaskoczeniem, że życie to nie tylko sam rower. Ze swojej strony polecam biegówki lub skitury. Podczas wejścia skiturami na Kasprowy (w linku moje całkiem spoko video) w wichurze z życiem żegnałem się kilkanaście razy. Rozumiem już filmy, na których bohater mówi „zostawcie mnie, ja tu sobie poleżę i zamarznę”. Że Kasprowy ma się do alpinizmu jak Góra Kalwaria do prawdziwych gór? Jasne, mi jednak wystarczyło.

 

To odwiedziny w miejscach, do których nie myślałem, że uda mi się kiedykolwiek wejść.

3527-10471-8828

Są takie miejsca, które wiem że muszą istnieć, ale ciężko mi je sobie wyobrazić. Np centrum operacyjne (lub raczej magazyn) zawodowych grup kolarskich. Gdzieś pomiędzy innymi halami w dzielnicy fabrycznej jest ta jedna, jedyna. W niej kilka osób, autobus albo dwa, kilka aut, myjka, pomieszczenie serwisowe. Niby nic, ale jeśli doda się fakt, że w autobusie mieści się kilkanaście osób, prysznice, pralka, kuchnia i trochę innych bajerów, a w pomieszczeniu serwisowym wiszą setki ram, kół i niekończące się pokłady kaset i części zamiennych to zaczyna robić to wrażenie. Odwiedziny we włoskiej fabryce ubrań kolarskich, o której możecie przeczytać w Szosie, a może wizyta na zamkniętym przyjęciu u rodziny Santini. Niespodzianka.

 

To kilka szans na pożegnanie się z życiem

14696-28474-22085DCIM100GOPROG0054720.DCIM102GOPROG0640907.DCIM106GOPROG0062163.DCIM100GOPROG0251711.DCIM105GOPROG0061464.DCIM100GOPROG0239474.

Nie każdy pomysł w tym roku był dobry. Niektóre były wybitnie złe. Zakładaliście kiedyś rower na bagażniku dachowym, gdy odczepił się na autostradzie? Albo wracaliście w środku nocy w 6 stopniach ubrani na krótko bez lampek przez kilkuset metrowe góry? A może znowu bez lampek, nocą przez Słowackie pustkowia po drogach, które powinniśmy pokonywać nartami albo łyżwami? Ucieczki przed Cyganami z sierkierą też wspominam nieźle. Rondo Babka hartuje charakter. Nie jestem dumny z tych doświadczeń, ale wspominamy je z uśmiechem na ustach.

 

To pomysły tak głupie, że nie wiem skąd się wzięły

DCIM100GOPROG0030754.

 
Bo jak inaczej można nazwać Everesting na schodach w hotelu Marriott: 65 razy 42 piętra. Wszedłem jako drugi, cały splendor zgarnął pierwszy, który wyprzedził mnie o jedno wejście… Liczy się tylko pierwszy, o drugich nikt nie pamięta. Nigdy w życiu nie byłem tak wykończony jak po kilkunastu godzinach chodzenia non-stop po schodach bez przerwy nawet na siku. Po zakończeniu imprezy, koło 2-3 w nocy pojechałem autem po kebsa, i wróciłem do domu. To znaczy prawie wróciłem – zaparkowałem i przez 30 minut nie byłem w stanie wysiąść z auta. Czy to powtórzę? Nie ma szans. Czy żałuję? Tylko tego, że skończyłem drugi, a nie pierwszy :) Sytuacji, w których wyczerpani rzucaliśmy kolarstwo i sprzedawaliśmy rowery, odmarzały nam kończyny, tłukliśmy się w ciemnościach bez oświetlenia czy siedzieliśmy z bombą pod ścianą w połowie trasy było multum.

 

To setki niecodziennych opowieści i dziesiątki poznanych ludzi 

DCIM100GOPROG0044660.DCIM101GOPROG0505941.27533-27358-10635DCIM100GOPROG0113028.DCIM104GOPROG0050861.
DCIM101GOPROG0604275.DCIM102GOPROG0182293.19969-30174-2895317759-11786-20882DCIM100GOPROG0101173.

 

Posiadanie hobby jest spoko. Dzięki wyścigom, ustawkom, przejeżdżkom… jak zwał tak zwał jest szansa poznać setki ludzi, z którymi normalnie nic by mnie nie łączyło. Od południa kraju po północ, w Polsce i za granicą. Od tych całkiem zwykłych, po takich którzy w opowieściach potrafią nagle zaskoczyć, na przykład tym, że są zwycięzcami triathlonu na Lanzarote (jednego z najbardziej znanych na świecie). Ewentualnie tym, że biegali ultramaratony gdzieś po Himalajach, pustyniach lub innych dziwnych miejscach. Nigdy do końca nie wiadomo z kim się rozmawia. W archiwum leżą setki zdjęć, które ciężko wyjaśnić. Patrząc na każde z nich utwierdzam się w przekonaniu, że pod kątem turystycznym i społecznym, kolarstwo to jeden z najlepszych wyborów.

 

To blog, który w końcu udało mi się uruchomić i złapać pierwsze 100k odsłon.

stat

Działalność okołoblogową zacząłem na serio w połowie roku, od tego czasu tendencja jest niezła… Oczywiście odkryłem już, że zasięgi i lajki można nabijać łatwo, bo wystarczy wrzucać śmieszne obrazki i głupie memy, ale nie o to chodzi. Więcej daje jeden prawdziwie szczery lajk niż pięć od niechcenia. Czasem wystarczy, że materiał trafi w te jedne, mocodajne ręce. Jednak co naważniejsze:

Spotkałem całkiem sporo ludzi, którzy po moich wpisach zdecydowali się odwiedzić opisywane miejsce. Sama Teneryfa to z 10 osób spotkanych na ustawkach od Krakowa, przez Warszawę, po Trójmiasto, które wspomniały, że mają już bilet i koniecznie muszą odwiedzić lokacje z naszych zdjęć. To także dziesiątki wiadomości dot. Zwifta, Stravy, pomiarów mocy, dodatkowych zdjęć z zawodów. Nie zawsze uda mi się wyczerpać temat w odpowiedzi, gdyż zajmuje to naprawdę sporo czasu, ale staram się, by żadna wiadomość nie została pominięta.

Mam nadzieję, że 2016 będzie lepszy, choć ciężko mi sobie wyobrazić jak mógłbym to zrobić. Jedyna nadzieja jest taka, że w styczniu 2015 też nie bardzo wiedziałem co świetnego może się przydarzyć.

Zaplanowany cel pozostał już chyba tylko jeden….. kolarska Mauna Kea.

About the Author:
Na co dzień pracuję w IT: restartuję serwery, klikam rzeczy i pytam czy już się samo naprawiło. Czas wolny spędzam ze znajomymi na zabawie w kolarstwo. Odwiedzamy najlepsze imprezy, pokonujemy najbardziej widowiskowe trasy, jeździmy w najcięższych wyścigach. Blog pozwala mi rozwijać pasję i opisać najlepsze z przygód, abyście nie musieli powtarzać naszych błędów. Staram się trzymać niepopularnej ostatnio zasady, że liczy się jakość nie ilość.