Hop Cycling - Nierzetelne testy, męczące trasy, przepłacone rowery, niepotrzebne gadżety.

Kaszebe Runda, czyli Tour de Bufet. Kolarstwo kaszubskie

 

Kaszebe Runda… dalej nie wiem, co to było.

Czym jest Kaszebe Runda? Nie wiem. Ani to wyścig, ani Gran Fondo, ani w zasadzie wycieczka. Idea jest jednak taka, aby nie trzeba było się zastanawiać nad dokładną definicją.

Ostatni weekend maja obfituje zazwyczaj w kolarskie imprezy, w tym roku pokryły się ze sobą: Jarna Klasika w słowackich tatrach, na którą jeździliśmy co roku, od lat (relacja z 2015 i 2016), maraton w Choszcznie (na który bardzo chciałem jechać, bo to prawie 250km ścigania, ale trochę daleko, a weekend taki krótki), Bydgoszcz Cycling Challange (czyli definicja „czego nie lubię w masowych wyścigach„) i Kross Road Tour w Głownie (który był ostatecznością). I gdy już kończyłem listę plusów i minusów, aby wybrać najmniejsze zło, trafiłem na filmik w internecie – relacja z Kaszebe Runda 2014 (link do youtube’a). To było coś nowego, coś wspaniałego. Zamiast pokazywać walkę, zmęczenie i pokonywanie własnych słabości, byli tam kolarze i rowerzyści… liczeni bardziej w setkach lub tysiącach niż dziesiątkach. Tacy w sandałach, adidasach, kamizelkach odblaskowych, z plecakami, sakwami, koszyczkami. Taka, bez obrazy, masa krytyczna. Oni wszyscy jedli… albo leżeli (i w sumie też jedli). Leżeli opowiadając o tym, że w tym roku postarają się poprawić zeszłoroczny czas…. dalej leżąc.

 

kaszebe runda bufet

 

Na kilkanaście minut ujęć z kolarskiego rajdu(?), jakieś 90% przedstawiało ludzi, który opowiadali o pączkach, racuchach, oponkach, ciastach, wędzonych rybach, smalcu, chlebie, drożdżówkach, aroniówce lemoniadzie, lodach. Sprawdziłem szybko jak wygląda trasa – ponad 200km po esencji Kaszub i Borów Tucholskich. To był moment, w którym po raz kolejny odłożyliśmy ściganie na inne, lepsze czasy.

 

małe swornegacie

Małe Swornegacie to tylko jedna z wielu doskonałych nazw miejscowości w tej okolicy

 

Kaszebe Runda to taki maraton, w którym na dystansach 65/125/208km startuje 1500+ osób. Start odbywa się w formule klasycznej dla tego typu imprez: co 2 minuty, puszczane są grupy ~15 osobowe, z tą różnicą, że grupy można tworzyć samemu. Możesz więc zgadać się ze swoją drużyną i zrobić sobie czasówkę na 208 kilometrach, bijąc po drodze wszystkie rekordy. Według mnie to niemożliwe, choć moje pochłonięte poszukiwaniem darmowego jedzenia oko, wypatrzyło sporo triatlonistów, podchodzących do sprawy bardzo poważnie. Mam na myśli BARDZO :) Nie da się z jednego, prostego powodu: 8 bufetów, czyli średnio co 26 kilometrów. Przecież to się nie da jechać!

 

Drogi

Po pierwsze, najważniejsze: Kaszuby nie są płaskie. Może 1280 metrów przewyższenia na 208km nie brzmi jakoś szczególnie imponująco, ale nie dość, że zdecydowana większość z tych przewyższeń wygenerowała się w drugiej połowie trasy, to nie było na niej dużych górek. To klasyczna droga wyglądająca tak /\/\/\/\/\/\. To takie Góry Świętokrzyskie (które z górami mają wspólnego tyle samo co Góra Kalwaria z górą), tylko bez Świętego Krzyża.

 

bory tucholskie drogi

Klasyczna droga pośrodku wielkiego lasu

 

Asfalty są doskonałe albo przeciętne – jakkolwiek głupio to brzmi. I tak na przykład: Park Narodowy Bory Tucholskie ma drogi, w których istnienie byś nie uwierzył. Wygląda to mnie więcej tak: gęsty las otaczający dziesiątki jezior i od czasu do czasu wieś, która utrzymuje się pewnie z agroturystyki i wypożyczania kajaków, a przez środek idzie asfalt. Asfalt tak równy, że chciałbym założyć swoje rolki z podstawówki z plastikowymi kółeczkami i jechać. Naprawdę, to droga, na której możesz wbić w swoje szytki 14 atmosfer. Mało tego, możesz w zasadzie zamienić je na drewniane koła od powozu konnego.

 

bory tucholskie drogi

 

Lekkim problemem może być tu jednak fakt, że na wielu odcinkach jest zakaz jazdy rowerem, pomimo minimalnego ruchu. Auta mijają nas pojedynczo co kilka-kilkanaście minut. Jaki jest więc sens zakazu? Okolica to jednak miejsca dla ludzi na wakacjach, z dziećmi, z trekkingami, z rowerami miejskimi albo najpopularniejszymi – MTB. Obok tych idealnie równych asfaltów prowadzą specjalnie przygotowane dla cyklistów ścieżki przez las – równe, ale jednak terenowe. Na rodzinne wypady lub cykloturystykę idealne, dla szosowca już nie bardzo. Ale to nieistotne, na Kaszebe Runda jedziemy ulicą.

 

Kaszubska Droga odBytowa

Z drugiej strony mamy pofałdowane tereny pomiędzy Bytowem, a Kościerzyną, które, mimo że pozbawione kraterów, mają asfalt szorstki jak pumeks. Droga odBytowa (zawsze chciałem użyć tego dowcipu) męczy psychicznie i fizycznie, jak większość w tamtej okolicy. To tłumaczy chyba, skąd tak wielu dobrych kolarzy w tych okolicach – Baszta Bytów robi swoje, zaczynał tam nawet Czesław Lang. Pech chce, że właśnie po tych drogach przebiega większość najkrótszej pętli Kaszebe Runda. Jeśli ktoś, jadąc tak kilkadziesiąt kilometrów esktrapoluje to sobie na ponad 200, wątpię, aby chciał kiedyś spróbować najdłużej opcji.

 

kaszubskie drogi

Przecież to Szwajcaria, a nie Polska

 

Według mnie – długa runda jest najlepszą opcją. Jeśli więc istnieje cień szansy, że uda Ci się ją przejechać, zdecydowanie polecam. Zarówno pod kątem krajobrazowym, jak i nawierzchniowym. Ciekawym elementem są jednak długie proste, które pozwalają poczuć się jak na trenażerze. Nie pamiętam, kiedy ostatnio jechałem tak długo bez żadnego zakrętu. Droga widoczna po horyzont,  z identycznym lasem non stop, potrafi ciągnąć się tak nawet przez 10 kilometrów. Gdyby to była gra komputerowa, restartowałbym komputer myśląc, że coś się zawiesiło.

Czy 200 kilometrów to dużo? Z jednej strony tak, z drugiej jednak, ciężko mi sobie wyobrazić lepszą okazję do rozpoczęcia przygody z długimi dystansami niż właśnie Kaszebe Runda. Myślę, że każdy średnio doświadczony kolarz czy rowerzysta powinien dać radę.

 

bory tucholskie

 

Giro di Bufet, czyli ochrony więcej niż startujących

Zadziwiające jest coś innego. Owszem, impreza nie jest tania. W zależności od terminu zapisania się jest to od 89 do 199zł, ale takiego zabezpieczenia skrzyżowań próżno szukać gdziekolwiek indziej. Łącznie do obstawienia było minimum ze 250km trasy, a patrząc na frekwencję oraz duży rozrzut w czasie, środki ludzkie wymagane do tego stają sie olbrzymie. Nie wiem jak u innych, ale dla nas praktycznie każda większa (i w większości też mniejsza) krzyżówka była obstawiona strażą, policją lub ochotnikiem z flagą, którzy zatrzymywali auta. Auta, które na tych drogach były naprawdę dużą rzadkością. Przypominam, że nie był to wyścig i rozejrzenie się na boki nie stanowiło dla nas problemu. Jechaliśmy również bez tracka/mapy – ani na moment nie zgubiliśmy trasy. Niewielkie strzałki i oznaczenia każdej dziury na asfalcie były widoczne cały czas. Magia.

O tym, że 129zł, które zapłaciliśmy to nieprzyzwoicie dużo, wiemy doskonale. Plan jest prosty: zwróci się w jedzeniu (he, he, he – dosłownie). Szybko odkrywamy, że aby zbliżyć się do takich kwot, musielibyśmy wyceniać każdą drożdżówkę w cenach szwajcarskich.

 

kaszebe runda bufet

 

Można pomyśleć, że przy takiej masie ludzi, zgubienie trasy jest wyczynem. Otóż nie, sporo jedziemy w grupie, ale większość przejeżdżamy jednak samotnie – nie mając nikogo w zasięgu wzroku. To impreza zarówno dla tych co lubią w małych grupkach, jak i na solo.

 

Kaszebe Runda – dla kogo to?

To jest doskonałe pytanie (dlatego je zadałem). Kaszebe Runda nie jest dla wszystkich – to specyficzna impreza.

Jeśli jesteś urodzonym ścigantem, Twoje treningi są starannie zaplanowane, liczba TSSów w tygodniu ograniczona, a gdy wyprzedza Cię koleś na rowerze Giant, przyśpieszasz i zostawiasz go w tyle, choćbyś miał już w nogach 400 kilometrów – może Ci się to nie spodobać. Idea, w której startujecie w grupach, z numerkiem na plecach i kierownicy oraz czipem mierzącym czas… a na mecie nie wiesz, który przyjechałeś, to coś nowego. No dobra, dużo masterskich wyścigów też jest zorganizowana tak dobrze, że nie wiesz który przyjechałeś, ale przynajmniej wiadomo kto jest zwycięzcą. Tu zwycięzcą jest każdy – tak jak w biegach. Możesz się zapisać, aby sprawdzić, czy Ci się to spodoba – ale wątpię.

 

zapora rytel

 

Maraton jest za do I-DE-AL-NY dla osób, które chciałyby przesunąć swój rekord odległości pokonanej na raz. Przejechaliście kiedyś stówkę na raz? To jest moment, aby przejechać dwie. Dużo żarcia, które pokona bombe, pagórki, które męczą, ale nie zabijają, sporo grup – to ułatwia sprawę.

Wyjazd ze znajomymi lub integracja ze współpracownikami. Zamiast umawiać się po raz tysięczny na tę samą pętlę, pojedź z nimi do nowego miejsca. Bez ciśnienia, z nastawieniem, że spędzicie miło cały dzień. W ciszy, spokoju, przyjaznymi lokalsami i generalnie tak, jak niedziela wyglądać powinna.

 

Co ja jem?

 

Czas na łyżkę dziegciu – nie może być przecież idealnie. Bufety trochę mnie zawiodły. To jedyna rzecz, do której mogę się przyczepić, bo generalnie ogranizacja to majstersztyk. Nawet start zorganizowany jest przy parku wodnym (kończy się ze 2km dalej, na rynku) i dzięki 50% zniżce, przyjezdni mogą się trochę ogarnąć tam przed podróżą. Może to trochę syndrom paryski, ale oczekiwania przerosły to co dostałem.

 

kaszebe runda bufet

 

Pierwszy bufet jest na 23 kilometrze, obchodzimy się na nim smakiem. Jajeczniczka z oliwkami dopiero smaży się na maśle, nie chce nam się czekać. Na kolejnych, zgodnie z planem zjadamy kanapki, wypieki z głębokiego tłuszczu i ciasta. Potem jem już tylko ciastka i wypieki. Ostatni bufet znajduje się z 10 kilometrów od mety, opuszczamy go – to jedyny, który odpuściliśmy. No poprzednim zjedliśmy lokalny chlebek z lokalnym masłem i dżemami – chyba najlepsza rzecz tego dnia. Na 6. nie było już nic – tylko woda z miętą (która swoją drogą była doskonała). Stały też na nim lodówki na lody, o których marzyliśmy całą trasę – niestety puste. Poprzedni to przydrożny bar, w którym obok ciasta był też ryż z kurczakiem albo wegetariański. Niezły, bo smakował głównie solą – sól jest smaczna.

 

kościerzyna lody

 

Może jechaliśmy zbyt wolno żeby na wszystko się załapać? 210 kilometrów z czasem jazdy poniżej 7 godzin + 40 minut postojów to chyba taka standardowa prędkość. Nie zrozumcie mnie źle, bufetami byłbym zachwycony, bo lubię buły i słodkie, ale nijak nie pokrywało się to z moimi wyobrażeniami wykreowanymi przez internet i relacje z poprzednich lat. Na rynku rekompensujemy to świetnymi lodami. Chociaż oczywiście nie jest to stwierdzenie obiektywne – po kilku godzinach w prawie 30 stopniach, każde lody będą dobre.

 

Epicko nie jest

 

Pętla Kaszebe Runda nie jest epicka krajobrazowo. Nie zrobicie tutaj fotki, która podbije fejsbuka i wywoła zazdrość każdego, który ją zobaczy. Nie ma gór, imponujących zamków, agrafek. Jest za to las i jeziora. Do tego pola, łąki, zwierzątka, sprzedaż miodu, wędzonych ryb i świeżych jajek. Takie połączenie Świętokrzyskich z Mazurami. Tylko rejon dużo bogatszy (tak z obserwacji sądzę), ruch dużo mniejszy i nawierzchnie lepsze. Zamiast szalonych, mazurskich mleczarek, pędzą tutaj dostawczaki z kajakami – poza tym, praktycznie nikt.

Jeśli lubicie jeziora, ciszę, spokój i przyrodę – zdecydowanie polecam. To w końcu tylko 4 godziny jazdy z centrum Warszawy.

 

koscierzyna kaszebe runda

 

Czy wrócimy na Kaszebe Runda? Nie wiem. Raz przyjechać warto na pewno i mogę z czystym sumieniem każdego zachęcać. Wiele osób przyjeżdża tutaj od lat. Z drugiej strony, trasę już znamy, bufety są fajne, ale w cenie wpisowego można się najeść w opór w przydrożnych sklepach. Trasa jest świetnie zabezpieczona, ale z perspektywy wycieczki nie jest to bardzo potrzebne.

Kaszebe Rundę potraktować możemy jak klasyczny odcham na studiach ścisłych. W pogoni za wynikami i sprzętem, w zalewie setek tych samych rund, które klepiemy pod domem, warto czasem wyrwać się na koniec świata (w pozytywnym słowa znaczeniu) i przejechać po lesie. Koniecznie ze znajomymi.

 

W skrócie od Pandy: było super, za rok wracamy z jakąś ekipą.

 

Fotki z Kaszebe Runda 2017

 

About the Author:
Na co dzień pracuję w IT: restartuję serwery, klikam rzeczy i pytam czy już się samo naprawiło. Czas wolny spędzam ze znajomymi na zabawie w kolarstwo. Odwiedzamy najlepsze imprezy, pokonujemy najbardziej widowiskowe trasy, jeździmy w najcięższych wyścigach. Blog pozwala mi rozwijać pasję i opisać najlepsze z przygód, abyście nie musieli powtarzać naszych błędów. Staram się trzymać niepopularnej ostatnio zasady, że liczy się jakość nie ilość.