Hop Cycling - Nierzetelne testy, męczące trasy, przepłacone rowery, niepotrzebne gadżety.

Doping w sporcie amatorskim: jak rozpoznać koksa?

 

Zróbcie kontrole krwi po zawodach Mastersów i Cyklosportu!

 

Kontrola dopingowa nie wygląda jak test ciążowy. To nie jest tak, że siadamy, sikamy na pasek albo miła pani pobiera nam krew, upuszcza się kropelkę na papierek lakmusowy i magicznie zabarwia się na dany kolor. To jest jak z fizyką w szkole: w podstawówce wszystko jest proste. Potem idzie się do liceum, gdzie człowiek dowiaduje się, że owszem, w podstawówce mówili prawdę, ale znacznie uproszczoną (bo przecież pomijało się tarcie i inne opory), a potem na studiach wykładowca uświadamia nas, że jednak nic nie jest proste i dorzuca jeszcze dziesięć innych zmiennych. Temat dopingu też nie jest prosty.

Jednorazowa kontrola krwi nie daje wiele. Co z tego, że hematokryt wyjdzie milion, skoro nic o Tobie nie wiadomo. Może ostatnie pół roku mieszkałeś w Kolumbii, może masz przewlekłą chorobę, którą przypadkiem leczy się lekami wspomagającymi wydolność, a może jadłeś ostatnio hormonowego kurczaka. Badanie krwi w dużej mierze służy kontroli zawodnika na przestrzeni czasu – stąd paszporty biologiczne i niezapowiedziane wizyty domowe.

Przypominam, że samo stwierdzenie przez komisję, że próbka krwi wskazuje na doping nie jest ostateczne. Są odwołania, próbki B, ciąganie się po sądach, zniesławienia, zażalenia, a wszystko trwa. Nawet zawodowcy tracą przecież tytuły dopiero po wielu latach.

Kontrole antydopingowe nie wyglądają tak, że robi się badanie krwi po zawodach. Badanie krwi robi się podczas przygotowań albo przed zawodami i zazwyczaj jednorazowe nie mówi wiele.

Jest jeszcze badanie moczu. Pomijając aspekty oczywiste jak: nie chce mi się siku, za mało wysikałem, źle wysikałem i tak dalej, pojawia się logistyka. Jeśli robi się kontrolę, musi to być zrobione porządnie, w sposób nie do podważenia. Każdy zawodnik musi mieć asystenta, który go kontroluje od momentu przekroczenia mety. Asystent zrobi błąd – badanie można podważyć. Nie dopełni jakiejś procedury – sorry. Do tego, ściągnąć na imprezę trzeba członków Komisji Antydopingowej, do tego odpowiednie miejsce do przeprowadzenia kontroli (np. busa) oraz przesłanie próbek do odpowiedniego laboratorium. Na każdym etapie wszystko musi potoczyć się bezbłędnie. Lekko licząc, badanie jednego zawodnika to 1000zł. Potem koszty odwołań w przypadku, gdy wynik wyjdzie pozytywny (bo czemu nie skoro można).

Jeśli zawodnik dostaje dyskwalifikację, idzie do amatorów i tam wygrywa. Bo z jakiej racji ktoś miałby kontrolować amatorów. Amatorzy to przecież wolna amerykanka – chcesz zasad, wyrabiasz licencje. No i czemu ktoś miałby zabraniać startu amatorowi, skoro każda osoba to pieniądze.

 

 

W skrócie: formalne złapanie dopingowicza to nie bułka z masłem. Nawet jeśli żyły wystają mu na 2cm, nogi są większe niż Twoja klata, ma 4% tłuszczu, wielkie pryszcze na plecach, wszystkim grozi wulgaryzmami, a pierwszy raz na rowerze widziałeś go rok temu.

Oto przed Wami uniwersalny poradnik: Jak rozpoznać dopingowicza domowymi sposobami. Jak już go rozpoznacie możecie go próbować pobić pompkami, ale to się nie uda, bo jest pewnie silniejszy od Was.

Uprzedzam, jeśli wiecie czym jest cyklopentanoperhydrofenantren, nie czytajcie dalej. Będziecie się tylko denerwowali moją ignorancją.

 

Uniwersalny przewodnik dopingowy

 

Zasada pierwsza, najważniejsza: Jeśli ktoś jest szybszy od Ciebie – na pewno nie robi tego na czysto!

 

Przed startem odbywa się zawsze rytuał pośpiesznego sikania. Jeśli gość sika obok Ciebie, a zaglądając mu przez ramię nie widzisz jego siurka – prawdopodobnie bierze jakieś hormony.

Alternatywnie, jeśli obok Ciebie sika dziewczyna i dobrze widzisz jej siurka – też pewnie bierze hormony.

Jeśli nie jesteś pewny czy obok Ciebie stoi chłopak, czy dziewczyna – hormony.

Jeśli gość miał być na tym ważnym wyścigu, a nie widzisz go już 3. tydzień – prawdopodobnie coś podejrzanie taniego od Władymira z ryneczku na osiedlu.

Jeśli zwracasz gościowi uwagę, że założył odwrotnie pasek od pulsometru, bo mu coś na plecach wystaje, a on oburzony odpowiada, że to pryszcz – pewnie hormony.

 

Ilość pobranych próbek vs ilość pozytywnych próbek. źrodło: The Washington Post

 

Jeśli gość zaczyna wyścig 5 minut wcześniej niż wszyscy lub po przekroczeniu mety jedzie dalej, aż do momentu, gdy upada i się nie rusza – kokaina lub pochodne.

Jeśli zwracasz człowiekowi uwagę, że nieładnie się tak wpychać do sektora i w odpowiedzi dostajesz fangę w nos – sterydy androgenicze.

Jeśli na starcie gość kończy jeść właśnie 6. batonika – marihuana.

Jeśli stoicie w ścisku i nagle czujesz na swoim pampersie jego rękę – ecstasy.

Jeśli ta sama ręką znajduje się na pampersie innej osoby i nie ma ona nic przeciwko – pigułka gwałtu (przypadkiem pomylone pudełko przedstartowe z imprezowym)

Gdy podczas przedstartowego ścisku naciskasz człowiekowi blokiem na gołą stopę (bo akurat ubierał buty), a on tego nie czuje – tramadol. Potwierdzenie przychodzi po godzinie, gdy widzisz, że ten sam człowiek jedzie na luzaku w dziurawych spodniach, po których leje się krew, z wystającym kawałkiem kości.

Jeśli gość jadący obok co chwilę uderza w Ciebie i się odbija, pewnie ma problemy z widzeniem, szczególnie bocznym – hormon wzrostu.

Gość przyjmuje pozycję aero i w niej zostaje, budzi się dopiero w rowie na zakręcie – heroina (co prawda nie pomaga mu to w wyścigu, ale wiecie jak jest… ciężko się z nią rozstać).

Jeśli wszyscy ruszyli, a gość został uśmiechnięty na lini startu – valium.

Gdy w peletonie gość prosi Cię uprzejmie, żebyś wypi*alał z tą lemondką i tym obciachowym strojem triathlonowym z grupy, a Ty nie wiesz o co chodzi, bo jedziesz zwykłą szosą – LSD.

Jeśli gość jedzie na zmianie i od 13 minut nie pedałuje, a akurat robicie Mortirolo – doping mechaniczny.

Jeśli widzisz kogoś w długich rękawkach w 30-stopniowym upale – pewniak: sterydy albo kokaina. Rany kłute ciężko zatuszować.

Jeśli umówiłeś się z kumplem o 5 rano, żeby wspólnie dojechać na wyścig, którego nie lubicie, a on się uśmiecha i ma dobry humor – amfetamina. Pod koniec wycieczki zacznie panikować, że nie zdążycie na start i to wszystko nie ma sensu i lepiej się zabić – wtedy na pewno ona.

Dodatkowo, jeśli podczas tego samego dojazdu całą drogę opowiada jak bezproblemowo wygra – kokaina.

 

 

Gdy na starcie wyścigu powolnie przysuwa się do ciebie człowiek, aby z nieprzyzwoicie bliskiej perspektywy podpytać cichym tonem: „kolego, masz może pożyczyć piątaka?”, a 3 godziny później odkrywasz, że zginął Ci z tylnej kieszonki talon na grochówkę z bufetu – prawdopodobnie był to zaawansowany kokainista.

Gość sięga Ci do pasa – sterydy/anabole w młodości. Jeśli Ty sięgasz mu do pasa, a nie koksowałeś, a do tego ma podejrzanie duże uszy, stopy i nos – hormon wzrostu.

Gość jest rudy – nie wiadomo, ale na pewno oszukuje.

Gość jest łysy – uwaga, to może być rudy pod przykrywką. Możliwe anaboliki, Masteron i inne pochodne DHT. Z drugiej strony, jeśli włosów ma za dużo to HGH (hormon wzrostu)

Jeśli ktoś się do ciebie przytula na starcie i czujesz, że jest mięciutki, a w dodatku jakoś zbytnio Ci to nie przeszkadza, bo ma ładne piersi (a stoicie w sektorze M3) – testosteron

Gość obok Ciebie coś mówi swoim męskim głosem, a okazuje się, że to kobieta – Masteron. Jakby tego było mało, ma jeszcze młodzieńczy trądzik.

Po wyścigu idzie się na piwo. Jeśli wszyscy idą na piwo, a jedna osoba zamawia colę, może to sugerować, że ma problemy z wątrobą. Jeśli nie jest alkoholikiem (wtedy nie wzięłaby coli), może to wskazywać na zespół Peliosis Hepatis spowodowany sterydami.

Jeśli ktoś siedzi na Cipollinim zamontowanym na Lightweigtach i biorąc udział w kraksie nie martwi się o sprzęt, sugeruje to zdecydowaną nadwyżkę w budżecie domowym. Można założyć, że stosuje doping genetyczny, który co prawda jest super drogi, ale niewykrywalny. Ewentualnie jest po prostu bogaty, więc złodziej.

Jeśli w peletonie gość jedzie z głośniczkiem wsadzonym w miejsce po bidonie, ma białe rękawiczki i rytmicznie Cię postukuje – extasy.

Jeśli gość przez kilka godzin wyścigu nie zmienia ułożenia rąk na kierownicy – lubi wąchać klej, ale jest w tym początkujący (albo po prostu zmieniał niedawno szytki).

Gość na starcie cały czas kaszle, ale mu to nie wychodzi: prawdopodobnie popija Tussipect przed startem, bo nie umie znaleźć lepszego źródła efedryny. Być może stara się udowodnić, że faktycznie musi pić ten syrop, a być może udawał u lekarza i tak mu zostało.

Gość 4. raz prosi, żebyś potrzymał mu rower i nie wraca przez 10 minut, potem słyszysz czy ma ktoś chusteczki, albo chociaż stówkę rozmienić? – Ibuprofen.

Jeśli patrzysz na gościa obok siebie i obserwując jego ręce wydaje Ci się, że właśnie jedziecie po kostce brukowej, a przemieszczacie się po idealnym asfalcie – Salbutamol.

Jeśli na starcie widzisz człowieka, który zapomniał roweru, a mimo wszystko nie przeszkadza mu to i dobiega z Tobą na finisz – kofeina. Dużo kofeiny.extasy

Jeśli gość ma tokijską linię metra ułożoną z żył na wielkich nogach – efedryna.

Jedziecie ultra, 17. godzina ciągłego pedałowania. Człowiek z którym jedziesz w parze nie jest ani trochę śpiący, ale wydaje Ci się dziwne, że podczas całej jazdy nic też jeszcze nie zjadł – pseudoefedryna.

 

 

Spiker strzela z pistoletu rozpoczynając w ten sposób wyścig, a gość ucieka w popłochu, porzucając swój rower – stymulanty.

Gość przybiega na start, patrzy na Ciebie ogromnymi oczami, a z twarzy leje mu się pot – Flixotide (lek na astmę)

Jeśli widzisz dziewczynę z K20, która ciągnie po płaskim na zmianie 10 gości, bo ma najwięcej mięśni osłaniających resztę od wiatru i nie wygląda na zmęczoną – Nandrolon.

 

 

 

About the Author:
Na co dzień pracuję w IT: restartuję serwery, klikam rzeczy i pytam czy już się samo naprawiło. Czas wolny spędzam ze znajomymi na zabawie w kolarstwo. Odwiedzamy najlepsze imprezy, pokonujemy najbardziej widowiskowe trasy, jeździmy w najcięższych wyścigach. Blog pozwala mi rozwijać pasję i opisać najlepsze z przygód, abyście nie musieli powtarzać naszych błędów. Staram się trzymać niepopularnej ostatnio zasady, że liczy się jakość nie ilość.


  • Mariusz

    Fajne podsumowanie.

  • Artur Sadzik

    Umarłem…

  • Bartosz Wodziński

    Oblałem się łzami ze śmiechu, teraz będę nerwowo zerkał na starcie wokół siebie…kofeinista? ;)

  • Jeremiasz Frączek

    Nieźle, nieźle. Pióro jak Łukasz Bąk z Dziennik.pl

  • Świetnie się czytało, tylko że teraz muszę tablet czyścić, bo cały opluty!

  • Umarłem, zmartwychwstałem i znowu umarłem :D :D

  • Artur Sadzik

    http://joemonster.org/phorum/read.php?f=3&t=1248595 Robi furorę!!! Próbowałem dbać o prawa autora (?) ale mnie olali…

    • o dzięki! To internet, normalne że swoje teksty i zdjęcia znajduje się w innym miejscach niepodpisane ;-)