Hop Cycling - Nierzetelne testy, męczące trasy, przepłacone rowery, niepotrzebne gadżety.

88 etapów w życiu zwykłego kolarza

1. Niespodziewany impuls. Pewnego dnia odkrywasz, że wchodząc na 2. piętro dostajesz zadyszki. Albo obserwując jakiegoś bloga w internecie stwierdzasz, że Twoje życie może być ciekawsze. Albo po prostu spełniasz swoje noworoczne postanowienie z okazji nadejścia wiosny. Tak czy siak, skutkuje to wyjęciem z piwnicy Twojego starego roweru.

2. Idziesz z rowerem do serwisu. Gość tłumaczy Ci, że łatwiej zmienić rower. Wyzywasz go i tłumaczysz, że przecież babcia nie kupiłaby Ci szrotu na komunię.

3. Idziesz odebrać rower. Dzwonisz do pani z banku, która niedawno wspominała coś o chwilówkach i kredytach.

4. Odbierasz rower. Odkrywasz, że był czerwony i miał na sobie jakieś napisy. Wydałeś tyle, że głupio Ci teraz nie jeździć.

5. Robisz swoje pierwsze w życiu 50 kilometrów.

6. Spędzasz pół poniedziałku na opowiadaniu w pracy jak było i przekonujesz wszystkich, że muszą zacząć jeździć.

7. Jedziesz na Masę Krytyczną.

8. Zaczynasz nienawidzić kierowców samochodów. Pieszych też. No i gościa odpowiedzialnego za infrastrukturę w Twoim mieście.

 

samochód rower wypadek

 

9. Wyciągasz znajomych na przejażdżki. Jeździsz od nich szybciej i dalej.

10. Obserwujesz sprzęt kolegów i stwierdzasz, że Twój jest jakiś kiepski.

11. Zaczynasz czytać internet i po 3 miesiącach czytania porównań kupujesz nowy rower, który powinien starczyć Ci do końca życia. Jest super drogi i szybki – kosztuje 2000zł.

12. Wpadasz w szał zakupów: dokupujesz lampki, dzwonek, rogi, pedały (bo plastikowe się połamały) i kask, w którym czujesz się pro, ale wyglądasz śmiesznie.

 

zakupy w livigno

 

13.Robisz pierwsze 100 kilometrów.

14. Im więcej jeździsz, tym bardziej gardzisz rowerami szosowymi. Przecież Twój wjedzie wszędzie, a wcale nie jeździsz od nich specjalnie wolniej.

15. Poznajesz nowych ziomków rowerowych – są szybsi i sprawniejsi, a do tego jeżdżą w tej śmiesznej lajkrze.

16. Powoli zaczynasz doganiać nowych ziomków.

17. Kupujesz komplet lajkry w Lidlu i jedziesz na swoje pierwsze zawody, bo jesteś już twardzielem.

18. Okazuje się, że jednak nie jesteś. Przyjeżdżasz 67/79 (5 osób miało defekt, a 8 nie ukończyło).

19. Przez tydzień nie ściągasz numerka startowego z roweru, aby wszyscy wiedzieli.

19. Zaczynasz zastanawiać się, czy Twój rower na pewno jest dobry.

20. Dajesz namówić się na wpinane pedały, wszyscy w nich jeżdżą. Jesteś gotowy na pierwszą wywrotkę na światłach, ale ona się nie wydarza.

 

Rok 2008 – mój pierwszy wyścig w życiu ;-)

 

21. Coraz więcej startujesz. Całe poniedziałki spędzasz na szukaniu zdjęć siebie oraz analizie, na którym odcinku byłeś szybszy niż czołówka oraz obliczaniu, w którym procencie przyjechałeś.

22. Ludzie z fejsa zaczynają być znudzeni Twoimi codziennymi statusami z Endomondo.

23. Zmieniasz rower na taki za 6 tysięcy. Twoje wyniki lekko się poprawiają.

24. Nie umiesz w nim wyjąć koła, nie mówiąc już o ustawieniu amortyzatorów.

24. Wyjeżdżasz na „ciężkie” zawody MTB na południe Polskie. Wracasz z dziwnym stanem pomiędzy depresją, a ekscytacją.

25. Wywracasz się przez SPD po raz pierwszy. Na przejściu dla pieszych, w środku miasta. Od tego czasu jeździsz okrężną drogą, omijając to miejsce.

26. Kumpel pożycza Ci szosę na parę dni, gdy Twój rower jest w serwisie.

27. Jeździsz ze skwaszoną miną i gardzisz tym sportem.

28. Oddajesz szosę, czujesz że coś jest nie tak.

29. Myślisz o niej. Mimo, że w domu świetnie dogadujesz się ze swoim MTB, wspominasz wspólne chwile z szosą. Jesteś rozdarty. Czy w domu znajdzie się miejsce dla wszystkich? Czy znajdziesz czas dla obu?

30. Znajomy znajomego sprzedaje tanio szosę w Twoim rozmiarze. Impulsywnie kupujesz. Masz wyrzuty sumienia.

31. Stwierdzasz, że od pół roku nie siedziałeś na MTB. Nie pamiętasz kumpli, z którymi przejechałeś wspólnie tak wiele kilometrów.

32. Kręcisz coraz dalej i coraz szybciej. Nudzą Cię kuchenne opowieści o 50-kilometrowej wycieczce znajomych w kuchni. Z pogardą słuchasz też znajomych, którzy startują w triathlonach.

33. Jedziesz na pierwszą, prawdziwą, szosową ustawkę. Urywasz się z tyłu po 15 minutach.

34. Trenujesz w samotności. Jesteś jak Tygrysia Maska, jak Tommy Lee Jones. Wstajesz wcześnie rano, jesz zdrowo, śpisz długo.

35. Stwierdzasz, że rower to dobry sposób na poznanie:
– męża: Wybór wysportowanych kolesi jest tak duży, że nie wiesz co robić
     1. Poznajesz tego jedynego.
     2. Widujesz go wieczorami, gdy idzie spać po treningu i w sobotni poranek, gdy wieziesz go na zawody.
     3. Rozstajecie się. To znaczy Ty, bo on przegapia ten fakt.
     4. Sytuacja powtarza się 3 razy.
     5. Przestajesz szukać męża, bo rower jest lepszy, ewentualnie znajdujesz takiego z końcówki tego wpisu. Albo nikogo i zaoszczędzone pieniądze wydasz na rower.

 

laska nakleja naklejke na stelvio

 

– żony: okazuje się, że w Twoim mieście na rowerze jeździ 573 facetów i 3 dziewczyny
     1. Zniechęcony postanawiasz znaleźć dziewczynę na zewnątrz i wciągnąć ją w kolarstwo.
     2. Idziecie na spacer.
     3. Po spacerze masz zakwasy przez tydzień.
     4. Stwierdzasz, że nie masz na to czasu.

36. Jedziesz na szosową ustawkę. Urywasz się gdzieś w połowie

 

łysy koleś na rowerze

 

37. Trenujesz w samotności. Odkrywasz 15 innych szosowych ustawek. Nie tylko wyścigowych.

38. Sprzedajesz MTB i szosę, aby kupić szosę lżejszą o 2kg.

39. Zakładasz wysokie skarpetki. Nigdy więcej nie ubierzesz już krótkich, bo są trzepackie.

40. Zaczynasz dawać długie zmiany w swoim peletonie.

41. Zaczynasz odjeżdżać ze swojego peletonu.

42. Znasz na pamięć wszystkie zasady Velominati.

42. Gardzisz MTB. Gardzisz tarczówkami. Chyba gardzisz elektrycznymi przerzutkami, ale nie jesteś pewny.

43. Gardzisz też krótkimi skarpetkami, koszulkami bez rękawków, błotnikami, dodatkami przy ramie, za krótkimi spodenkami, kaskami z daszkiem i okularami na paskach kasków.

44. Zakładasz bloga, na którego wrzucasz swoje trasy i zdjęcia głowy na treningu. W ten sposób więcej osób zobaczy ile dzisiaj przejechałeś. No i jak kiedyś coś wygrasz, będziesz mógł sobie przysponsorować fotę z pudła, żeby obcy też to zobaczyli.

45. Po zobaczeniu pierwszych trzech komentarzy golisz nogi.

46. Zmieniasz grupę treningową, znowu jesteś najsłabszy.

47.Sytuacja powtarza się kilka razy, aż stajesz się obiektywnie szybki.

48. Jedziesz na Rondo Babka, dojeżdżasz w peletonie

 

 

49. Jedziesz na Rondo Babka, zaczynasz formować ucieczki, Dojeżdżasz za peletonem, bo zapominasz rozkładać energię.

50. Zaczynasz startować w wyścigach szosowych. Okazuje się, że dojeżdżasz w czołówce – wraz z pierwszą grupą.

51. Jesteś pro, więc dokupujesz akcesoriów i ciuchów za milion.

52. Nie masz o czym rozmawiać z ludźmi w pracy.

53. Pierwszy raz wsiadasz na szosę z elektryką i tarczówkami. Nie chcesz już mechanicznych przerzutek.

54. Nie wiesz, o czym pisać, wymyślasz fejkowe tezy, z którymi potem się nie zgadzasz pisząc. Zbierasz tysiać lajków, bo wszyscy się z Tobą zgadzają.

55. Na reklamę bloga wydajesz tyle, że zaczynają się do Ciebie odzywać różne firmy.

56. Zaczynasz wszystko testować i hasztagować. Prowadzisz kampianię: chwalenie za gratisy.

57. Dostajesz 10 kilogramów odżywek od znanej firmy.

58. Po pierwszym wyścigu spędzasz 3 godziny w łazience. Codziennie, przez tydzień.

59. Godzinami czytasz, czy lepiej mieć 6 barów w 28mm, czy 7 barów w 25mm.

60. Odkrywasz aplikacje do kolorowania zdjęć i suwak zajebistości. Od tego dnia rzeczywistość wygląda lepiej. Dużo lepiej.

61. Odkrywasz relive. Od tego czasu po każdej jeździe wrzucasz animację ze swojej jazdy.

62. Znasz każdy segment na Stravie w okolicy.

63. Połowa z tych segmentów jest założona przez Ciebie.

64. Każda Twoja jazda na Stravie dzieli się na 4 osobny aktywności, które wrzucasz: dojazd, przejazd, rozjazd, wyjazd.

65. Wybierając miejsce na wakacje sugerujesz się ilością dróg na szosę.

66. Na wakacjach na Teneryfie wypożyczasz szosę na tarczach. Podoba Ci się to, ale nie możesz się do tego przyznać.

67. Kupujesz przełaj, bo słyszałeś w internecie, że to fajne.

68. Przez całą zimę kuśtykasz i chodzisz poobijany w dziwnych miejscach. Dalej twierdzisz, że to super sport.

69. Na blogu całkiem kończą się tematy, zaczynasz wrzucać jedzenie.

70. Jedziesz na pierwszy szosowy wyścig w góry. Solidnie przepracowałeś zimę, więc będziesz dobry. Czołówka wkłada Ci godzinę. Odkrywasz, że góry to nie Mazowsze.

 

 

71. Przed wyjściem na dwór ładujesz przerzutki, gpsa, miernik mocy, lampki, pulsometr, 20 minut zastanawiasz się, który rower wybrać, jakie dobrać przełożenie, po czym robisz trening w domu, bo wieje taki wiatr, że na stożkach zginiesz.

72. Trenujesz, znajdujesz trenera, układasz sobie dietę.

73. Podpisujesz umowę z firmą dostarczającą jedzenie w pudełkach.

71. Wytykasz każdemu, kto je niezdrowo, że od tego szybko umrze.

74. Odkrywasz, że im mniej jeździsz, tym jesteś szybszy. Zamiast wycieczek, robisz treningi. Zamiast 20 godzin tygodniowo, jeździsz 10.

75. Okazuje się, że jesteś talentem i dojeżdżasz w czubie w górach.

76. Idziesz do elity. Jedziesz na luzaku, jak zwykle, urywasz się po 20 kilometrach.

77. Sytuacja powtarza się parę razy, a co gorsze, nie możesz startować z kumplami.

78. Jesteś w Bormio piąty raz. Nigdy nie wjechałeś Stelvio, Gavii, Mortirolo, bo w połowie kończy się interwał i trzeba zawrócić.

79. Odkrywasz, że to bez sensu, bo zawsze znajdą się szybsi. Zawsze.

 

 

80. Porzucasz elitę i marzenia o byciu sławnym kolarzem. Zatrudniasz się w McDonalds. Jesteś królem życia, bo w końcu masz jakieś pieniądze.

81. Jesteś znudzony, porzucasz trenera i dietę. Na amatorskich wyścigach, jeżdżąc na luzaku masz te same rezultaty.

82. Życie, w którym jesz co chcesz i kiedy chcesz staje się piękne. Nabierasz 3 kilogramy i waga się zatrzymuje.

 

 

83. Kupujesz MTB, tak z nudów.

84. Odkrywasz, że tak naprawdę to nikogo nie interesują Twoje wyniki, treningi, czy co zjadłeś na śniadanie, a jedynie historie z tym związane.

85. Jest Ci wszystko jedno, zaczynasz jeździć na luzaku. Robisz treningi, mimo że internet pisze, że lepiej jeździć na wycieczki. Robisz sobie wycieczki, mimo że internet pisze, że lepiej trenować.

86. Wkładasz krótkie skarpetki i nie przeszkadza Ci to.

87. Kupujesz elektryczny rower.

88. Po przeczytaniu tej listy możesz spokojnie dopisać 20 dodatkowych punktów.

 

About the Author:
Na co dzień pracuję w IT: restartuję serwery, klikam rzeczy i pytam czy już się samo naprawiło. Czas wolny spędzam ze znajomymi na zabawie w kolarstwo. Odwiedzamy najlepsze imprezy, pokonujemy najbardziej widowiskowe trasy, jeździmy w najcięższych wyścigach. Blog pozwala mi rozwijać pasję i opisać najlepsze z przygód, abyście nie musieli powtarzać naszych błędów. Staram się trzymać niepopularnej ostatnio zasady, że liczy się jakość nie ilość.


  • Rewelacyjny tekst!!! Taki życiowy :)

  • Harry Haller

    Miasteczko na 3 zdjęciu to Szwajcaria, kawałek nad Sankt Moritz? Pytam, bo wspominam czas, gdy robiłem sobie wycieczki.

    • raptus

      Według mnie to główna ulica w Livigno ;)

      • Potwierdzam – Livigno: najlepsze miejsce do zakupów na świecie

      • Harry Haller

        Uppps,nie zawsze byłem chyba trzeźwy w czasach, gdy robiłem sobie wycieczki😆

  • Bartosz Prekiel

    W punkcie 43 jest błąd ;) W czterech ostatnich słowach ;)

  • Adam Grabek

    Czy wszystkie punkty należy zaliczyć, czy niektóre można opuścić/ wykonać w innej kolejności? Bo na przykład żonę mam i chwilowo kolejnej nie szukam (brak kasy na dwa rowery i dwie żony równocześnie)

    • Wydaje mi się, że lepiej mieć dużo rowerów niż żon, ale oczywiście mogę się mylić.

      • chyba nie za naszych czasów w Europie :) …

      • Artur

        Pewnie, że lepiej! Z rowerem nie dostajesz teściowej! :)))

  • Zaczynasz brzmieć jak pewien szymon ;-)

    w sumie to takie życiowe – szczere az do bólu ale … chyba nie wszystkich dopada ta lista co?

    niemniej, im więcej jezdzisz, im wiecej kasy wydasz na rowery (mtb / szosa) to tym wieksze jest niezadowolenie. „a bo mogłoby ciszej chodzić, a to koło za wolno a przeciez za 2k zł powinny z chomikami w zestawie”. Coś w tym jest. Na szczęście nie mam warunków, zeby trzymać rowery, których suma wartości przekroczy wartość posiadanego auta ;-).

  • Artur

    No, z 20 punktów odnosi się do mnie. Chyba sporo mnie ominęło…

  • aussenseiter

    Jednego Wam młodym zazdroszczę. Jak ja się zaczynałem interesować szosą, to wtedy pies z kulawą nogą się nią nie interesował. Kolarzówka w sklepie rowerowym to była totalna egzotyka, wszędzie tylko MTB i MTB. Potem miałem kilkuletnią przerwę od roweru i nieco luźniejsze podejście do tematu, a jak wróciłem to przeżyłem prawdziwy ZONK.

  • Ł.O.

    W pkt.71 brakuje kamerki sportowej ;).